Kochasz za bardzo? Poznaj 7 kroków do…

Jeśli kochasz za bardzo, to wiesz, że na dłuższą metę, jest to duży problem. Teoretycznie to świetna i szlachetna cecha: niby każdy chciałby być z kimś, kto bardzo go kocha. Ale czy rzeczywistość to potwierdza? Gdzie jest granica poświęcenia? Co zrobić by przerwać niekończący się ciąg poświęceń? I jak to w praktyce zrobić?

Co znaczy kochać za bardzo?

Poznajesz kogoś. Na początku jest radośnie, nieswojo, tajemniczo, ekscytująco. Każdy dzień jest niespodzianką. Czy dzisiaj wydarzy się coś ważnego? Czy pójdziemy o krok dalej? Motyle w brzuchu podnoszą Cię nad ziemię. Zaczynasz wierzyć, że cuda się zdarzają. Wreszcie. Wreszcie czujesz, że żyjesz.

Przez pierwszy rok jest cudownie. Co prawda zdarzają się jakieś zgrzyty, ale przecież wszystko da się rozgadać. Myślisz sobie, że nie wszystko na raz. Dajesz. Dużo dajesz, bo czujesz jak dużo dostajesz. Czujesz potrzeby drugiej osoby i chcesz je spełniać. Chcesz je wszystkie wypełnić. Świat jest piękny i kolorowy. Oby to wszystko trwało na wieki. Widzisz już obrazy z przyszłości. Was, na ślubnym kobiercu, Was z Waszym dzieckiem, Was w Waszym nowym domu. Czujesz, że masz po co żyć.

Po roku zachodzą jednak pewne zmiany. Zaczynasz zauważać, że coś jest nie tak. Coś kłuje Cię czasami, chociaż nie potrafisz tego nazwać. Machasz ręką, że to nic ważnego, że to przewrażliwienie. Tak bardzo chcesz wierzyć, że to jest czas na Waszą miłość. Że jesteście wybrańcami losu na tym podłym świecie. Że razem możecie pokazać innym jak należy się kochać. Macie już swoje sposoby na rozwiązywanie problemów. Za każdym razem zyskujesz poczucie, że świetnie się rozumiecie. Że zyskujesz akceptację jakiej mało kto zaznaje. Czujesz się z tym wyjątkowo.

W pewnym momencie zauważasz jednak, że wokół Ciebie krąży wiele słów. Wiele słów, za którymi nie idą fakty. Słowa omamiają Cię. Nie chcesz patrzeć trzeźwo. Tak bardzo chcesz wierzyć, że to jest to. Że to chwilowe problemy. Że to z Tobą jest coś nie tak. Że jeśli tylko zaciśniesz trochę zęby, to będzie ok. Liczysz, że się domyśli. Podajesz wszystko jak na tacy. Tłumaczysz i wyjaśniasz. Przytulasz i wspierasz. Jesteś. Zawsze jesteś. Zawsze może na Ciebie liczyć. Zawsze. Nie zauważasz jak mocno wchodzisz w rolę opiekuna i nie zajmujesz się sobą, lecz skupiasz się na drugiej osobie. Nie zauważasz, że to Twój sposób na radzenie sobie z lękiem przed bliskością i lękiem przed odrzuceniem.

Uświadamiasz sobie, że trochę za bardzo się wkręcasz. Rezygnujesz z siebie tak często. Zauważasz, że Twoje życie przeorganizowało się, dopasowało. Liczysz na kompromisy, ale jakoś się nie pojawiają. Dziwnym trafem, po drugiej stronie przez ten Wasz wspólny czas, sprawy nie zmieniły się aż tak bardzo. Zastanawiasz się jak to jest. Przecież po Twojej stronie jest tyle gotowości, tyle zapału. A po drugiej stronie? Słowa. Słowa. Słowa. Chce, ale nie ma gotowości. Kocha, ale nie potrafi. Uwielbia Cię, ale tego nie odda. Zauważasz, że nie potrafi rezygnować dla Ciebie. Nie zauważasz, że Ty nie potrafisz wyrażać oczekiwań i potrzeb.

Jak to jest, że masz poczucie, że tyle dostajesz? Jak to jest możliwe, że patrzysz, a nie widzisz? A jednak w którymś momencie orientujesz się, że dajesz tak dużo, a dostajesz ochłapy. Tak bardzo brakuje Ci miłości, że małe dawki spontanicznych gestów dają Ci tyle, że wypełniają Cię na długie dni. Bardzo doceniasz te pojedyncze gesty. Widzisz i opowiadasz znajomym jak się stara. Jak wielką i trudną pracę wykonuje dla Ciebie. Wierzysz, że jesteście dla siebie stworzeni. Tłumaczysz sobie, że może jest pewna nierównowaga, ale czas wszystko wyrówna. Kto daje, temu zwrócą.

Nagle coś się zdarza. Głupia sprawa. Drobiazg. Zwyczajna gównoburza. Złość w Tobie kipi. Wyrażasz ją. Potem jeszcze raz i kolejny raz. Zaczynasz bardziej oczekiwać. Trzeźwiejesz. Chcesz równości. Teraz. Druga osoba czuje Twoje cierpienie, ale nie potrafi Ci pomóc. Uznaje, że to Twój problem. Czujesz zagubienie.

Czujesz, że jesteście od siebie daleko. Nie potrafisz przebić się przez mur. Skąd on się tam wziął? Przecież jeszcze miesiąc temu go tam nie było. Jak to się stało? Czy to przez Twoją złość? Możesz przecież to naprawić. Możesz wyjaśnić. Ale jakoś nie ma z kim. Walczysz. Mówisz co ma robić. Pokazujesz błędy. Męczy Cię to, tracisz siły, tracisz zasoby. Powoli się wykrwawiasz. Zaczynasz bardziej zajmować się swoimi sprawami, ale cała sytuacja Cię męczy. Próbujesz i wijesz się. Chcesz, ale nie potrafisz się przebić. Nie potrafisz sprawić, by druga osoba chciała.

Któregoś dnia słyszysz, że potrzebuje więcej przestrzeni. Że praca w związku jest wyczerpująca. Że szuka oddechu. Że potrzebuje zebrać siły. Że rozwija się gdzie indziej. Że nie nadaje się do zdrowego związku. Że masz fałszywy obraz. Że nic nie rozumiesz i zawsze będzie Ci za mało. Że w każdej sytuacji możesz poczuć odrzucenie. Że nie robi nic złego. Że to Twój problem. Że nie dacie sobie wszystkiego. Znowu te słowa. Z żadnej strony nie ma jednak działania.

Boli Cię. Cierpisz. Ale wierzysz. Chcesz ratować. Zbierasz siły. Walczysz jeszcze mocniej. Widzisz swoje problemy. Widzisz słabości. Czujesz, że ma rację. Tak bardzo chcesz w Was wierzyć. Przecież tak mocno kochasz. Tak mocno potrzebujesz miłości. Czekasz jednak na decyzję ukochanej osoby. Nie podejmujesz działania. Nie chcesz wziąć odpowiedzialności za to co się dzieje.

Może to trwać rok, 5 lat, 20 lat, a nawet całe życie. Nie ma granic przyzwalania, nie ma granic dla Twojego poświęcenia. Im jest gorzej, tym bardziej walczysz.

Jak przerwać błędne koło?

Każdy musi przeżyć swoje błędy i wyciągnąć z nich doświadczenie. Albo nie wyciągnąć i kolejny raz rozbić się o ścianę. Mamy wolny wybór. Możemy walczyć, możemy zejść do piwnicy i żreć robaki, możemy się poddać.

Ale czy jest jakiś sposób na to, by postąpić w tej sytuacji zdrowo? Jak się otrząsnąć? Wierzę, że można. I powiem Ci jak. Powiem Ci w co wierzę.

Krok 1. Jest dokładnie tak, jak powinno być

Uznanie, że jest dokładnie tak, jak powinno być daje mi oddech. Daje tlen. A do tej roboty potrzeba dużo tlenu. Jeśli uznaję, że jest dokładnie tak, jak ma być, to przestaję się nad sobą użalać i zaczynam szukać rozwiązań. I powiem Ci coś: możesz mieć na mój temat różne projekcje, również taką, że ja mam wszystko obcykane i teraz mądrzę się i mówię Ci co masz robić. Jest jednak inaczej. Mocno przeżywam trudne sytuacje i mam skłonność do popadania w melancholię i użalania się nad sobą. Praca nad sobą sprawia jednak, że potrafię obecnie ten stan przerywać. I teraz powiem Ci co dokładnie robię, żeby nie pozostać w stanie użalania się nad sobą. I żeby krok po kroku odzyskiwać wiarę w siebie, poczucie własnej wartości. Pokażę Ci jak wyjść z piwnicy z robakami na światło dzienne – jak przestać się nad sobą użalać i przejść do działania. Pierwszym krokiem jest przestanie użalania się nad sobą. Nie tylko mi się zdarzają takie historie. Każdy przeżył swoje rozczarowania. Oczywiście ważne jest to, że teraz cierpię, ale czy chcę cierpieć do końca życia? Chcę babrać się w tym żalu do końca swoich dni? NIE.

Krok 2. Weź odpowiedzialność za siebie

Skoro jest dokładnie tak, jak powinno być, to znaczy, że ta cała sytuacja pokazuje prawdę o mnie. To znaczy, że życie (ja akurat wierzę, że Pan Bóg), chce mi coś pokazać. Pokazać o mnie. Dla przykładu pokazuje mi, że pozwoliłem na przekroczenie własnych granic. Nie zadbałem o własne potrzeby. Rezygnowałem z siebie. Nie dbałem o równowagę. Stawiałem potrzeby drugiej osoby ponad swoje. TO JA SPROWOKOWAŁEM SWOJĄ POSTAWĄ CAŁĄ SYTUACJĘ. Oczywiście mam 50% odpowiedzialności za relację, ale w ten sposób biorę swoje 100% udziału w relacji. Mówienie o tym, że druga osoba jest taka i taka nic nie zmienia. Ona po prostu taka jest. To ja mam problem, że z taką osobą się związałem. To moja odpowiedzialność, że pozwoliłem na to, by dojść do miejsca, w którym jesteśmy. Nikt nie zrobił tego za mnie. Byłem tam. A teraz biorę odpowiedzialność za siebie w tej sytuacji i szukam rozwiązania.

Krok 3. Rozmawiaj z ludźmi

Jak pisałem, mam skłonność do użalania się. Gdy zostaję sam z problemem, to oddaję się schizowaniu. To nie jest dobre. Jest dla mnie kosztowne. Wyczerpuje mnie. To czego się nauczyłem, to żeby z tego stanu uciekać. I rozmowa z innymi mi to daje. Dzwonię, spotykam się, piszę maile i wiadomości. To wpuszcza powietrze do mojego mózgu. Konfrontacja moich myśli i przeżyć z perspektywami innych osób jest genialna. Moje iluzje upadają. Jedna po drugiej. Boli. Boli jak słyszę to, przed czym uciekam. Boli jak słyszę to, co w głębi serca czułem, ale nie chciałem się do tego przyznać. Ale też czuję wdzięczność. Oni mnie widzą. Oni mi mówią. Są dla mnie. Poświęcają mi mój czas. Czas, którego teraz tak bardzo potrzebuję. Do tego, skoro kilka osób mówi podobnie, to niekoniecznie to jest rzeczywistość, ale koniecznie muszę się temu przyjrzeć. To rozróżnienie jest ważne. Ludzie Ci powiedzą, co ONI myślą. Ale nie powiedzą Ci co masz w sercu. Nie powiedzą Ci jak masz przeżyć swoje życie. To jest Twoja odpowiedzialność. I ja tak do tego podchodzę. Rozmowy z innymi mnie wzbogacają. Mój mózg się przewietrza. Zyskuję nowe myśli, którym mogę się przyjrzeć. ALE TO JA W ZGODZIE ZE SOBĄ PODEJMUJĘ DECYZJE. TO JEST MOJA ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Robię więc wszystko by postąpić w zgodzie ze sobą. Popełniam przez to błędy. Inni to widzą. Ale dzięki temu ja robię swoje własne kroki. Rozwijam się w zgodzie ze sobą. Dzięki temu w krytycznych momentach czuję, że wiem co robić. Bo w krytycznych momentach jestem sam. Nikt inny mi nie powie, co mam czuć.

Krok 4. Zmień perspektywę

Dlaczego ja? Dlaczego znowu ja? Znasz to pytanie? Tak bardzo Ci zależy na relacji, że masz gotowość do zrobienia czegokolwiek. Gdyby tylko druga osoba dała sygnał, gdyby chciała, gdyby coś zrobiła. I czekasz. Zapomnij o takim podejściu. Nie pozwoli Ci wyjść z tego gdzie jesteś. Zaufaj mi.

Zmień perspektywę. Pomyśl sobie, że ta cała sytuacja jest dla Twojego dobra. Ileś razy w życiu działy się podobne rzeczy i teraz znowu jest to samo. To oznacza, że masz szansę coś zmienić. To jest dla Twojego dobra. Pamiętaj, że kolejna osoba jaką spotkasz będzie taka sama jak ta obecna (i jak poprzednie).

Wykorzystaj fakt, że kochasz za mocno. Skoro tak kochasz, to jesteś w zgodzie ze sobą. Ty jesteś w tym związku naprawdę. Skup się na sobie.

Krok 5. Działaj

Czy masz tak, że uzależniasz swoje działanie od tego co zrobi druga osoba? Jeśli tak, to zapomnij o tym. Skup się na tym co możesz zrobić. Kochasz? Powiedz to. Czujesz się źle z tym, że Twoje potrzeby nie są zaspokajane? Powiedz to. Czy potrafisz wyrazić swoje oczekiwania? Czy potrafisz powiedzieć bliskiej osobie, co by musiało się zmienić, żeby Wasz związek miał sens? TO JEST NAPRAWDĘ KLUCZOWA SPRAWA!

To po to jest ten cały związek. To po to dochodzisz „kolejny raz” do tego samego momentu związku. Wykorzystaj szansę, jaką ta sytuacja niesie. Naucz się wyrażać swoje OCZEKIWANIA. Postaw WARUNKI pod jakimi widzisz, że ten związek ma szansę na przetrwanie. Powiedz wyraźnie czego NIE AKCEPTUJESZ. Dzięki temu pokażesz się wyraźnie. Wytyczysz granice, których nie było. Bez granic związek nie jest związkiem. Związek to granice, to zobowiązania, to kompromis pomiędzy zależnością i niezależnością. Nazwij więc swoje granice. I pokaż je wyraźnie.

To naturalne, że boisz się odrzucenia. To naturalne, że czujesz opór. Ale skoro kochasz bardziej, to czy myślisz, że druga strona to zrobi? Możesz oczywiście czekać, ale moim zdaniem tylko tracisz czas. Nazwij granice, które nie były wytyczane i każ drugiej osobie wybierać. Zauważ, że tak naprawdę, to nic nie tracisz. Możesz tylko zyskać. Waszego związku i tak nie ma. Bez wytyczenia granic druga osoba może wszystko, a więc nie ma WAS, istniejecie osobno!

Zdobywasz się na odwagę. Wyrażasz oczekiwania. Mówisz czego nie akceptujesz. Pewnie i stanowczo.

I co? I nic. Słyszysz, że wymyślasz, słyszysz, że to się nie uda, że druga osoba jest zmęczona, że jest inna niż myślisz, chociaż nie wiesz co to znaczy i nie możesz się dowiedzieć jaka jest.

Po wszystkim czujesz, że to Cię upokarza. Czujesz wstyd. Narasta irytacja. To jest zupełnie ok. Ważna jest Twoja autentyczność. Wyrażenie oczekiwań być może wyraża Twoją zaborczość, Twoją chęć kontroli, Twoje lęki. To jest wszystko ok. Cały Twój syf się wylewa. I to dobrze. Tak masz. Tak masz na dzisiaj. Najważniejsze jest jednak to, że to robisz, że pokazujesz siebie prawdziwie. Pomimo ryzyka stajesz w prawdzie. Wywalasz to co trzeba. To po to jest ten związek.

Gdy to będziesz robić, to zapewniam Cię, że popełnisz zyliard błędów. Tak ma być. Wyjdą z Ciebie Twoje schematy i lęki. Cały brud podszyty agresją. Twoje zachowanie samo w sobie będzie prowokacją żeby Cię odrzucić. Poczujesz duży wstyd. Jest duża szansa na to, że to, czego najbardziej się boisz uderzy w Ciebie pełną siłą.

Powiem Ci jednak, że nie ma innej drogi. Trzeba to przeżyć, żeby zobaczyć co będzie dalej. To jest jak powiedzenie sprawdzam w pokerze: jak masz dobrą kartę to wygrasz bez względu na wszystko. Jeśli masz kiepską, to niezależnie co zrobisz, będzie za mało. Jak druga osoba Cię rzeczywiście kocha, to przyjmie Cię z tym wywalonym syfem. Jeśli nie, to lepiej to wiedzieć teraz niż za 10 lat.

Poza tym jeśli teraz to wywalisz, to gdy kiedyś przyjdzie kolejna próba, Twoje schematy i lęki będą już osłabione. Nie będziesz prowokować tak mocno, jak za pierwszym razem. Także jest to korzystne bez względu na to czy ZWIĄZEK przetrwa czy nie. Jeśli przetrwa, to miedzy Wami się trochę oczyści i siła rażenia kolejnego kryzysu (który na bank będzie), będzie mniejsza. Jeśli nie przetrwa, zyskasz większą dojrzałość i być może wykorzystasz to w innych relacjach. Bo to co robimy w kryzysowych sytuacjach, robimy tez na co dzień. To jest tak naturalne, że tego nie widzimy. Kryzysowe sytuacje pokazują wszystko jak na dłoni. I zyskujemy z nich materiał do pracy na co dzień. Materiał na kolejne małe kroki. Także w innych relacjach. Zobaczysz, że to Cię zmieni. A jak się zmienisz, to Twoje inne relacje też się zmienią. Zobaczysz.

Krok 6. Nie żebraj o miłość.

Podczas kilku spotkań wyrażasz swoje oczekiwania i mówisz czego nie akceptujesz. Czujesz się źle. Z drugiej strony cisza lub rozmywanie tematu. Czujesz, że to nie ma sensu. Jednocześnie masz poczucie winy. Żałujesz tego co się stało. Przypomnij sobie wówczas, że jest tak, jak powinno być. Kochasz i dlatego działasz. Zależy Ci, więc popełniasz błędy. To jest ok.

Rozmawiaj dużo z ludźmi. Wybieraj ludzi, którzy coś przeszli. Szukaj ich. Są na wagę złota. Rada jednej doświadczonej życiowo osoby jest warta więcej niż stu teoretyków. Miej otwartość na treści: wspierające, ale też na konstruktywną krytykę. Zobacz całą sytuację z ich perspektywy. Przyjmij słowa, że jesteś cudowną osobą. Że podziwiają Cię jak potrafisz kochać. Że podziwiają jak potrafisz wyrazić swoje oczekiwania. Przyjmij też to, co oni zrobili w podobnych sytuacjach i jak im się to sprawdziło. Co widzą z perspektywy czasu. Jak na tym wyszli. Zadawaj pytania. Ucz się.

Obserwuj też drugą osobę. PATRZ NA FAKTY. PATRZ NA UCZYNKI. Jeśli druga osoba nie mówi nic, jedynie narzeka, albo uderza w siebie robiąc z siebie ofiarę, próbując wzbudzić u Ciebie poczucie winy, to coś oznacza. OZNACZA, ŻE NIE WALCZY O CIEBIE!!! Powiedzieć można wszystko. Zrobić już niekoniecznie. Jeśli druga osoba nie podejmuje walki o Ciebie, to dostrzeż to i odejdź. Jeśli nie jesteś dla drugiej osoby MIŁOŚCIĄ ŻYCIA, to odejdź. Nie bądź jak mebel, który wywala się do piwnicy, gdy się znudził. Nie bądź jak gałąź, która jest trzymana jedynie do momentu, gdy inna gałąź zostanie złapana wystarczająco mocno. Nie bądź alternatywą i planem B. NIE ŻEBRAJ O MIŁOŚĆ!

Kluczowe jest bycie ze sobą w kontakcie i sprawdzanie ilości strat jakie wyrządza sytuacja. Kochając za bardzo, rezygnujemy z siebie dla drugiej osoby. To jest piękna cecha, ale trzeba pamiętać, że musimy też zadbać o siebie. NIE MOŻEMY DAWAĆ SIĘ USZKADZAĆ. Każdy sam musi ocenić ten moment. Kochanie za bardzo to dla mnie przestrzeń pomiędzy kochaniem a masochizmem. To przestrzeń niebezpieczna, bo wciąga nas w rolę opiekuna, a czasem ratownika. Gdy jednak za długo napieramy, to możemy wejść w rolę kata. To bardzo delikatna przestrzeń, a poruszenie się w niej przypomina koślawe kroki słonia w składzie porcelany. Dużo zależy od poziomu świadomości, zasobów, otwartości. Ufaj sobie. Słuchaj siebie. I zdecyduj kiedy będzie właściwy moment na zakończenie relacji. Jeśli w tym wszystkim widzisz dużo siebie, to pamiętaj, że po drugiej stronie masz prawdopodobnie osobę, która ma duży lęk przed bliskością. Nie ucieka przed Tobą, bo tak chce. Ucieka, bo nie potrafi inaczej. Pamiętaj, żeby za nią nie gonić zbyt długo – żeby to się nie stało polowaniem na przestraszoną zwierzynę. Uszanuj fakt, że druga osoba nie potrafi podjąć decyzji, albo że inaczej widzi rzeczywistość. Nieważne, że Ty wiesz, że tam gdzie zmierza, nie znajdzie tego czego szuka. Szanuję to, że masz olbrzymią potrzebę bliskości i tak wielką wiarę, że jesteś w stanie ją zbudować właśnie z tą osobą. Uszanuj jednak wybór drugiej osoby. Nieważne, że oceniasz ten wybór jako niedojrzały. Wszyscy mamy prawo do wybrania własnej drogi. Robota po Twojej stronie została już wykonana. Odpuść. Jeśli naprawdę kochasz, to pozwól ukochanej osobie odejść. Zobaczysz, że gdy wróci spokój, docenisz to i poczujesz się dobrze. Zobaczysz, że to był właściwy moment. Zanim byście się za bardzo poranili.

Krok 7. Dlaczego to się dzieje?

Jesteśmy różni. Każdy ma inne cele. Każdy jest na innym etapie życia. Nie masz wpływu na drugą osobę. Pytanie „Dlaczego?”, to nie jest pytanie na teraz. Przyjdzie na to czas. Na razie to zostaw to. Tylko się umęczysz. Na teraz ważne jest to jak Ty się rozwijasz, ile bierzesz dzisiaj z tej relacji, na ile ona rozwinie Cię jako człowieka. Zauważ, że w dzisiejszym świecie jest tak mało miłości. Ludzie czekają jedni na drugich, czekając aż to drugie się przebudzi. Gdy kochasz bardziej, to na Tobie spoczywa obowiązek, żeby podjąć działanie. Druga osoba tego nie zrobi.

Znajdź w sobie odwagę. Wyraź swoje oczekiwania, powiedz czego nie akceptujesz i zobacz co się stanie. Pamiętaj, że brak odpowiedzi, to też odpowiedź. Jeśli kochasz, to daj szansę tej miłości. Daj jedną szansę, dwie szanse, albo dziesięć. Dawaj tyle szans ile jest TOBIE potrzebnych, by wyrazić się najlepiej jak się widzisz na dzisiaj. Uważaj jednak na koszty, które ponosisz.  Nie męcz siebie i drugiej osoby. Pamiętaj, że się wystawiasz. Pamiętaj, że to Cię uszkadza. Pamiętaj, że jesteś na głębokich emocjach. Bądź w zgodzie ze sobą. Dbaj o siebie, by nie dostać za bardzo. Gdy dojdziesz do momentu, że będziesz mieć poczucie, że z Twojej strony zostało zrobione wszystko, co było możliwe na ten okres Twojego życia (ani mniej, ani więcej), albo, że ponosisz już za duże koszty (doznajesz zbyt dużych uszkodzeń), ODEJDŹ.

W trudnych chwilach, gdy to wszystko się dzieje, gdy jest żywe, a cały świat wiruje, postaraj się chociaż na chwilę zatrzymać i przyjąć do wiadomości to, co masz przed sobą. Jeśli Ty zapewniasz, wyrażasz gotowość, podpowiadasz pomysły jak można różne problemy rozwiązać, wygłaszasz oczekiwania i potrzeby, a z drugiej strony piętrzą się wyłącznie problemy, albo słyszysz jedynie uderzanie w bolące miejsca, to uwzględnij to. Zwróć uwagę na to, jak oboje mówicie o Waszej dotychczasowej historii. Jeśli u jednej strony przeważa wdzięczność i patrzenie przez pryzmat korzyści, a z drugiej przeważa narzekanie, opór, wątpliwości, to coś oznacza. Dopuść do siebie myśl, że relacja, w której druga osoba nie wyraża 100% chęci do bycia z Tobą na teraz, nie ma szans na przetrwanie.

Tkwienie przez długi czas w takim układzie tylko Cię uszkodzi. Ciebie i ukochaną osobę również. Im masz większą otwartość na budowanie bliskości, tym uszkodzi Cię bardziej. Pamiętaj o tym. Odejdź w przekonaniu, że robisz najlepiej dla siebie, ale też najlepiej dla drugiej osoby. Może druga osoba nie potrafi podjąć działania, może nie jest gotowa na dojrzały związek, może nie potrafi podjąć poważnej decyzji lub zobowiązać się do czegoś. Albo dowolne cokolwiek. To nieważne. To tylko słowa. To tylko papka, którą jest karmiony Twój mózg. Serio. POWÓD JEST NIEWAŻNY. Ważne jest, że Twoja część została wykonana. Że Twoje 50% zostało zrobione. I to, że z drugiej strony poza słowami, nie było walki o Ciebie. PAMIĘTAJ, ŻE JEŚLI JESTEŚ DLA KOGOŚ MIŁOŚCIĄ ŻYCIA, TO WYKOPIE CIĘ SPOD ZIEMI!!! Uznaj, że jeśli cały Twój wysiłek nie przyniósł rezultatu, to widocznie nie była miłość Twojego życia. I odejdź. Postaraj się to zrobić z szacunkiem dla drugiej osoby. Pamiętaj, że w emocjach łatwo możesz wejść w rolę kata. Wyraź złość, którą czujesz, nie musisz jej tłumić. Chodzi mi tylko o to, żeby nie pastwić się nad drugą osobą, by nie próbować wymierzać sprawiedliwości. Podoba mi się idea, by nie oceniać innych bez miłości. O to mi chodzi. Na miarę możliwości rzecz jasna.

Krok 8. Co dalej?

Co będzie dalej, nie wie nikt. Jeśli wierzysz, powierz wszystko Bogu, bo Twoja praca została już wykonana. Jeśli nie wierzysz, to zaufaj mi: Twoja praca została już wykonana. Możemy na tym świecie robić wyłącznie to, co jest do zrobienia na dzisiaj. Ani więcej, ani mniej. Jako osoby kochające za bardzo, możemy żyć jak anonimowi alkoholicy: na najbliższe 24 godziny. Możemy dawać z siebie w relacji to, co czujemy, że możemy przez te 24 godziny dać. Z uważnością i troską o siebie. Z nadzieją, że kiedyś spotkamy osobę, która będzie miała podobną otwartość na budowanie bliskości co nasza. Prawda jest taka, że skoro wybraliśmy właśnie taką osobę, a teraz to wszystko się rozpada, to my widocznie też gdzieś podświadomie broniliśmy się, albo ciągle bronimy przed bliskością. Potraktuj więc całą tą powyżej opisaną walkę jako swoje przebudzenie. Dostrzeż w sobie zmianę. Zauważ, że Twoja walka udowadnia Ci, że nie tylko pragniesz bliskości, ale też potrafisz podjąć działanie, żeby tą bliskość uzyskać.

Pamiętaj, że skoro odchodzisz w poczuciu, że z Twojej strony wszystko zostało zrobione, to będzie Ci łatwiej zamknąć ten rozdział. Być może kiedyś Wasze drogi znowu się przeplotą, a być może nie. Zamknięcie rozdziału jest niezwykle ważne. Uznanie nieodwracalności jest warunkiem Twojego rozwoju. Musimy puścić przeszłość, by otworzyć się na teraźniejszość. Napiszę o tym więcej w osobnym artykule.

Na koniec chcę się podzielić z Tobą utworem, który daje mi nadzieję. Kiedyś miałem duży problem z tym, żeby w mojej wierze być autentycznym. Dzisiaj chcę Ci się pokazać wyraźniej, a wiara jest częścią mnie. W ten sposób chcę Ci pokazać jak na co dzień wykorzystuję doświadczenie zdobyte w trudnych chwilach. Skoro bowiem byłem gotów pokazać siebie autentycznego bliskiej osobie, to budzi się we mnie gotowość do bycia wyraźniejszym również przed Tobą i przed światem. Masz prawo mnie odrzucić za moją wiarę. Uszanuję to. Masz takie prawo. Jeśli natomiast również wierzysz, to być może ten utwór da Ci siłę i nadzieję. I być może dzięki temu będzie Ci do mnie bliżej. Na dzisiaj właśnie tak to widzę. Wysyłamy do świata sygnały, które przyciągają do nas ludzi. Wyrażając więc na dzisiaj to jaki jestem, mam szansę przyciągnąć do siebie osoby, które są mi na teraz potrzebne. Zachęcam Cię do eksperymentowania z tą myślą.

Przeczytaj też o osobach, które unikają bliskości. Może podobnie jak ja, jesteś i taka i taka: Uciekasz przed bliskością? Czy jesteś jak Adele? 

Polecam też artykuł na temat zamykania rozdziałów, uznawaniu nieodwracalności, emocjach, wyciąganiu doświadczenia i wybaczaniu. Jest tutaj: Czy rozstanie to na pewno koniec związku?

Zawartość nie jest dostępna
Jeżeli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, kliknij w przycisk "Akceptuję"

 

ROZWIJAJ SIĘ ZE MNĄ I OSOBAMI PODOBNYMI DO CIEBIE
kliknij by poznać szczegóły

 

 
Photo on Foter.com

Podobał Ci się artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 🙂

7 thoughts to “Kochasz za bardzo? Poznaj 7 kroków do…”

  1. Równowaga to moim zdaniem słowo klucz, podsumowujące to wszystko co napisałeś. To punkt odniesienia do prowadzonych działań. Dawać tyle ile się otrzymuje, a jeśli otrzymałeś za mało to korygować też swoje dawanie. Myślę że trzeba być dla innych jak lustro, niech inni się w nim przeglądają i widzą jacy są naprawdę, niech mają szansę na to by to zobaczyć i zacząć chcieć. A przestrzeń w każdej relacji jest zdrowa i niezbędna do życia dla wszystkich, i jest potrzebna moim zdaniem nawet tym co kochają za bardzo. Bez przestrzeni życie staje się więzieniem. Mnie jest bliżej do tej drugiej skrajności, do lęku przed bliskością, piszę to więc jako przedstawiciel tej drugiej strony.

    1. Marcin, w pełni się zgadzam. Równowaga to podstawa. W związku jednak zdarza się, że jest ona zaburzana, co może powodować „gonitwę za bliskością” i wtedy zaczyna trochę żyć własnym życiem. Pewnie wynika to z naszych deficytów. Bo kto jest tak na 100% dojrzały i rozwinięty? Co do przestrzeni to jak najbardziej się zgadzam. Moim zdaniem każda osoba powinna mieć swoją własną przestrzeń, a oprócz tego powinna być jakaś część wspólna. I te przestrzenie powinny być wspólnie wypracowane i ustalone w ramach kompromisu tak by obie osoby w związku czuły się bezpiecznie i komfortowo. To byłby dla mnie stan równowagi, o której piszesz. I też myślę, że zarówno i potrzeby i kompromisy i te same przestrzenie są dynamiczne w czasie, więc ja to widzę jako proces pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy chcą ze sobą być. Czasem też jest tak, że kompromisu nie da się wypracować? I co wtedy? Wtedy to jest taki test dla związku, na ile partnerzy potrafią wzajemnie dla siebie z czegoś rezygnować.

  2. Bardzo wartościowy wpis. Też jestem osobą, która kocha za bardzo i z perspektywy swoich doświadczeń zgadzam się z jego treścią w 100%. Czekam na kolejne wpisy.

  3. Świetny, mądry wpis. Daje innym szansę na przebudzenie i rozpoczęcie lepszego życia bez poczucia winy. 🙂

    1. Dziękuję Ci za komentarz. Faktycznie jest tak, że jeśli mam poczucie, że robię coś w zgodzie ze sobą i mam poczucie, że zrobiłem swoje 50%, to niemal automatycznie poczucie winy niknie lub jest znikome. I szybko pojawia się myśl, że widocznie tak właśnie miało być.

  4. Dziękuję za ten artykuł. To już kolejny. Trafiony w sedno. Genialnie pokazałeś nim moje „kochanie za bardzo” . Tak bardzo brakuje mi miłości, że jak ten narkoman na głodzie o nią prosiłam i walczylam…. I tak jak piszesz: „… Nie ma granic przyzwalania, nie ma granic dla Twojego poświęcenia. Im jest gorzej, tym bardziej walczysz.” To właśnie moja postawa.
    Uświadomiłam sobie tą czarną komedie, która się u mnie odgrywała jakiś czas temu. Bardzo się wkręcałam. Rezygnowałam z siebie bardzo często. Zapomniałam o swoich potrzebach, emocjach, zdrowiu. Próbowałam siebie i dziecko dopasować do tego obrazka toksycznego układu. Liczyłam na kompromisy, które nigdy nie zaistniały. Miałam tyle gotowości, tyle zapału w ratowanie tej relacji, że mogłabym wejść na Mont Everest. A po drugiej stronie co było? Wielkie NIC. Nie było nawet słów, rozmów. Na nic nie było gotowości. Niby mówił, że kocha, ale wogóle nie potrafił to okazać. Uwielbiał brać i brać, ale tak rzadko dawać. Ciężko mi było uznać, że tak jak jest to ma być,ale wzięłam sprawę w swoje ręce. Wyszłam z piwnicy. Zaczęłam tym samym stawiać warunki, bronić swoich granic, poprostu walczyć, nie o nas, lecz już tylko o siebie i córke. Dużym wsparciem były dla mnie rozmowy z terapeutą, bliskimi, znajomymi. Zrozumiałam dzięki nim, że mogę brać odpowiedzialność tylko za siebie, a nie za niego i cały ten syf. Wyciągnęła wnioski i dziś już wiem, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Ten Matrix to szansa na nowe życie, moje życie, w którym chce pracować nad sobą, przytulić swoje wewnętrzne dziecko, zadbać o siebie, swoje prawa, granicę, zatroszczyć się o ciało i duszę. Pokochać siebie poprostu. Dopiero wtedy będę gotowa na prawdziwą, bezwarunkową, zdrową relacje. Nie chcę już żebrać o miłość, ciepło, czułość, bliskość, uwagę. Będę raczej przyglądać się uważnie, brać pod uwagę przede wszystkim czyny, zachowania, działania. Konkretnie mówić co mi nie leży. Obserwować swoje emocje, słuchać intuicji. I zapamiętam Twoje słowa : PAMIĘTAJ, ŻE JEŚLI JESTEŚ DLA KOGOŚ MIŁOŚCIĄ ŻYCIA, TO WYKOPIE CIĘ SPOD ZIEMI!!! Bardzo mi pomogłeś swoim artykułem. Dotarł do najgłębszych zakamarków duszy i rozumu. Twoje wskazówki są dla mnie jak instrukcja obsługi. Mniej błądze i idę małymi krokami do przodu. Jeszcze raz dzięki Rafał. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *