Czy rozstanie to na pewno koniec związku?

Kochasz z całego serca, ale nagle związek się kończy. Nie rozumiesz dlaczego, nie rozumiesz co poszło nie tak. Nie potrafisz zapomnieć. Prowadzisz ze sobą nieustanne dyskusje, typu: „co by było gdyby”. Po jakimś czasie pojawia się ktoś nowy w Twoim życiu i niby zapominasz o poprzednim związku, ale jednak łapiesz się na tym, że czasem wracasz myślami do przeszłości. Jakby nie wszystko zostało zrobione, jakby nie wszystko zostało powiedziane…

Czy koniec związku to naprawdę koniec związku? Czym jest nieodwracalność?

W wielu przypadkach trudno jest określić moment rozstania i moment zakończenia związku. Ludzie rozstają się w emocjach, nie myślą trzeźwo, mówią rzeczy, których potem żałują. Potem jedni chcą się tłumaczyć, a drudzy nie chcą już słuchać. Jedni gonią, drudzy uciekają. Nawet jeśli ktoś krzyknął: „To już koniec”, to kolejne zdarzenia nie potwierdzają tego tak całkowicie jasno. Jest szarpanina, dalszy ciąg emocji i przeciągania. Jest dużo sprzecznych komentarzy i mało jasności. Co więcej, niektóre pary potrafią się tak ganiać przez lata! Z uwagi na wzajemne rozgrzebywanie ran, nie są w stanie ani być ze sobą, ani trwale się rozstać. Jakiś czas temu słyszałem historię „rozstania”, które miało miejsce rok wcześniej, ale obie osoby co jakiś czas dawały sobie sygnały zainteresowania, pomimo tego, że jedno z nich było już w nowym związku, a drugie szukało kogoś nowego. Pretekstem i paliwem do podtrzymywania tego stanu rzeczy był… pies. Umówili się na przekazywanie go sobie, a przez to żadne z nich nie mogło zamknąć wspólnego rozdziału.

Teoretycznie wszyscy wiemy, że przeszłość to przeszłość. I że dzisiaj jest dzisiaj. W praktyce okazuje się, że tylko nieliczni z nas potrafią rozliczyć się z przeszłością, by w pełni otworzyć się na to, co przynosi nam teraźniejszość. Często rozpamiętujemy i wijemy się w setkach scenariuszy i pomimo szczerych chęci nie potrafmy odpuścić. Nie potrafimy tak naturalnie uznać, że to już koniec. A już szczególnie, gdy okoliczności rozstania były dla nas niejasne, albo gdy osoba z którą się rozstajemy nie wie czy chce rozstania, czy nie.

Czy da się coś z tym zrobić? Tak. Odpowiedzią jest uznanie nieodwracalności. Żyjąc z dnia na dzień trudno nam spojrzeć na swoje życie z dystansu. Po prostu żyjemy, robimy co zwykle. W momentach dużego kryzysu w związku, albo rozstania, warto jednak zatrzymać się i obejrzeć to co do tej pory się wydarzyło. Bo nawet jeśli związek przetrwał, to bez uznania nieodwracalności tego, co stało się dotychczas i bez wyciągnięcia doświadczenia z popełnianych przez obie osoby błędów, wszystko wróci. I być może silniejsze niż ostatnio. Jeśli natomiast związek nie przetrwał, to tym bardziej trzeba uznać go jako zakończony, by móc na niego popatrzeć jako całość, która ma swój początek, środek i koniec.

Jeśli więc jesteś po rozstaniu, albo po wielkim kryzysie w związku, to powiedz sobie: „UZNAJĘ NIEODWRACALNOŚĆ TEGO CO SIĘ DOTYCHCZAS STAŁO!” Tym samym zaakceptuj stan na dzisiaj, uznaj, że jesteś tu i teraz nie ma już tego co było. Podejmij decyzję na tu i teraz. Nie negocjuj ze sobą tylko uznaj to, co jest na teraz. Jeśli nawet jesteś w rozsypce i życie straciło dla Ciebie sens, to powiesz w ten sposób STOP. Dasz sobie szansę na zatrzymanie się i zyskanie dystansu względem tego co zaszło.

EMOCJE!

W poprzednich artykułach: Kochasz za bardzo? Poznaj 7 kroków do… i Uciekasz przed bliskością? Czy jesteś jak Adele? zachęcałem do tego, by niezależnie od tego co robi bliska osoba, wchodzić w swoje lęki i pokazywać siebie jak najwyraźniej. Zdaję sobie sprawę, że jeśli pomimo Twojej walki związek się rozpada, to w pierwszej chwili przychodzi poczucie wstydu, a może nawet zażenowania. Myślisz sobie, że przecież tyle zostało powiedziane i zastanawiasz się dlaczego to nie wystarczyło. Zastanawiasz się czy miłość istnieje i czujesz rozczarowanie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to trudne emocje. Jeśli nam zależało, to teraz możemy czuć się niechciani, odrzuceni, nieważni. Rozumiem, że tak jest. I trzeba te emocje po prostu przeżyć. Nie warto ich tłumić, bo byłoby to wyłącznie z krzywdą dla nas. Warto je przeżywać. Warto rozmawiać z bliskimi, dzielić się tym co przeżywasz, żalić się, okazywać złość na siebie i drugą osobę. To wszystko jest ok i niech się wylewa. Jeśli chcesz płakać, to płacz. Jeśli płaczesz już trzeci dzień, to płacz czwarty, albo piąty. Nie hamuj tego. Łzy są dobre. Oczyszczają. To wszystko było dla Ciebie ważne i dlatego boli. Okaż szacunek sobie i Waszemu związkowi i przeżyj emocje, które pojawiają się zaraz po stracie. Proś o pomoc i wsparcie, ale daj też sobie czas na pobycie ze sobą i ukojenie tego co Ci się dzieje w sercu.

W którymś momencie przyjdzie moment, że uznasz, że wystarczy już żalenia się. Emocje, emocjami, ale jest jeszcze życie do przeżycia. Jest to moment, w którym zajmiemy się wyciąganiem doświadczenia.

DOŚWIADCZENIE

Wyciąganie doświadczenia, to dość analityczna robota. Do tego momentu buzowały w nas emocje, a może nawet nadal buzują. I to jest ok. Po prostu, dodamy do emocji trochę rozsądku. Głowa dołączy do serca, by się trochę rozjaśniło. Na tym etapie niezwykle pomocne są zaufane osoby z naszego otoczenia. Osoby, które dobrze nas znają, dużo wiedzą o naszym związku, znają nasze mechanizmy i słabości. Na wagę złota są osoby, które myślą analitycznie i twardo stąpają po ziemi. Teraz nie potrzebujemy już klepania po pleckach. Potrzebujemy faktów.

Dowal bliskiej osobie

Od wieków, niezależnie od tego czy jesteśmy wierzący, czy nie, bardzo często idziemy zgodnie z tym tekstem: Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz!” Jest to genialne narzędzie do wyciągnięcia maksimum wniosków z zakończonego rozdziału naszego życia. Dlaczego? Dużo łatwiej zauważyć wady i błędy drugiej osoby. Na co dzień dowalanie bliskiej osobie jest proszeniem się o kłopoty (lepiej wyrażać złość i emocje w sposób konstruktywny), ale teraz jest to nad wyraz właściwy moment. Wywal więc całą złość i wszystkie winy i krzywdy, które miały miejsce w czasie trwania Waszej relacji. Wywalenie złości jest oczywiście niezmiernie ważne i wręcz konieczne, żeby dobrze przeżywać stratę, ale ważniejsze jest coś innego. Mianowicie, to że mając listę przewinień bliskiej osoby, tworzysz jednocześnie listę swoich wad i błędów! Użalając się nad sobą i wywalając złość wchodzisz w jakimś sensie w rolę ofiary, ale przyjmując odpowiedzialność za swoją listę przewinień, wychodzisz z tej roli. I dla mnie to dość naturalna kolej rzeczy. Ważne by nie zatrzymać się na etapie żalu (bycia ofiarą), lecz pójść o krok dalej.

Ujmując rzecz nieco bardziej humorystycznie (chociaż zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu, to nieco czarny humor):

– Czy wina w małżeństwie jest rozłożona po równo?

– Oczywiście. 50% to wina żony, a pozostałe 50% to wina teściowej.

Suchar jak suchar, ale pomimo tego, że trudno nam to czasami przyjąć, wyciąganie doświadczenia z zakończonego związku czy innej relacji, opiera się na założeniu, że obie strony relacji są odpowiedzialne za to co się stało dokładnie po 50%. Czysta matematyka.

Obserwuję i obserwowałem wiele relacji, zarówno związków jak i relacji koleżeńskich, i moim zdaniem ta zasada obowiązuje bezwzględnie. I ilekroć wydaje mi się, że znalazłem wyjątek od reguły, to z czasem przekonuję się do tego, że jednak nie. A tak zupełnie przy okazji: czy wiesz, że Polska jest jednym z ostatnich krajów, w których orzeka się o winie w przypadku rozpadu małżeństwa? Większość krajów dojrzała do tego, żeby dostrzec fakt, że „wina” rozkłada się po równo. I nie chodzi mi w tym przykładzie o to, żeby kogoś usprawiedliwiać, ale bardziej o to by zwrócić Twoją uwagę na to, że lepiej jest wziąć odpowiedzialność za swoje 50%, niż udowadniać sobie i innym, że „to wszystko przez drugą osobę”.

Dla przykładu:

  • jeśli zauważasz, że bliska osoba była bardzo egocentryczna i myślała wyłącznie o sobie i swoich korzyściach, to masz automatycznie informację dla siebie: zapominasz o sobie, nie potrafisz dbać o siebie. I masz okazję przyjrzeć się swojemu odwróconemu narcyzmowi, albo uznać, że masz tyle samo egocentryzmu w sobie co druga osoba
  • jeśli Twoje granice były stale przekraczane, to znaczy, że przyzwalasz na łamanie Twoich granic i prawdopodobnie również łamiesz granice innych
  • jeśli bliska osoba była maksymalnie pedantyczna, to może masz skłonność do bałaganiarstwa, albo starasz się za wszelką cenę ukryć swój własny pedantyzm
  • jeśli bliska osoba była mocno zasadnicza, to może Twoja spontaniczność jest równie silna, albo nie zauważasz swojego braku elastyczności

Dobieramy się na zasadzie przyciągania przeciwności i podobieństw. Wszystko się uzupełnia. Im bardziej ktoś nie dba o siebie, tym bardziej egocentryczną osobę przyciągnie. Im ktoś będzie sztywniejszy, tym jest duża szansa na to, że trafi na kogoś nadmiernie elastycznego. I ja widzę w tym głęboki sens. Chcemy tego, czego nie mamy. A im bardziej nie mamy (lub mamy, ale to ukrywamy), tym bardziej potrzebujemy, by dostrzec to w drugiej osobie.

Często jest też tak, że wypieramy pewne prawdy o sobie, ale bardzo silnie widzimy je w partnerze. Jeśli dla przykładu wkurza nas chorobliwa nerwowość i okazywanie złości przez drugą osobę, to jest spora szansa, że sami jesteśmy naładowani złością pod sufit. I może nie wrzeszczymy równie głośno, ale zamiast krzyku używamy biernej agresji (fochy, izolowanie, złośliwe uwagi itp.).

Po co to wszystko? Po to, żeby lepiej poznać siebie, zyskać świadomość własnych ograniczeń. Nie chcę oceniać czy to, co Ci się pokaże, trzeba zmieniać. To zupełnie nie jest ten etap. Teraz chodzi o wyłuskanie tego co z Twojej strony przyczyniło się do zakończenia związku lub dużego kryzysu. Dlaczego po Twojej stronie? Dlatego, że drugiego człowieka nie zmienisz. Tym bardziej jeśli odszedł. Ale siebie możesz przyjąć z tym, co masz na dzisiaj. Osobną decyzją jest to, czy chcesz coś w sobie zmienić. Ważne jest to, żeby wiedzieć i w innych relacjach (niekoniecznie damsko-męskich) zwrócić na to uwagę. Dzięki tym wnioskom możemy sprawić, że nasze relacje będą lepsze.

Błędy można popełniać. Są częścią naszego życia. Gdy je nazywamy, to możemy coś z nimi zrobić. Co więcej, w przypadku schematów i lęków jest jeszcze dodatkowa zależność. Za każdym razem, gdy wchodzimy w nasze lęki, one słabną. Po całym zajściu widzimy, że nasze schematy i słabości znowu odpaliły, ale odpaliły słabiej niż poprzednio. Także nawet nasze słabości słabną. Jeśli więc zdołamy odważnie iść przez swoje życie i nazywać swoje błędy, to z czasem jakoś naszego życia będzie rosła.

Odpowiedzialność

Pisząc o odpowiedzialności chcę mocno odejść od winy i krzywd. Wiem, że wiele osób doznało przemocy psychicznej lub fizycznej. Bardzo nad tym ubolewam. Chcę jednak zaznaczyć, że jeśli nie weźmiemy za siebie odpowiedzialności, to kolejne relacje mogą przynieść dokładnie to samo. Pozostając w roli ofiary, „prosimy się” o to, żeby dostać kolejną osobę, która przyjdzie jako kat lub ratownik. A przecież chcemy, by nasze relacje były coraz lepsze, prawda? Ja w każdym razie chcę by się poprawiały i dlatego poświęcam dużo czasu na analizowanie wszystkich relacji, które mam. Relacje w związku pokazują najwięcej, bo wiążą się z najsilniejszymi emocjami i wszystko widać „jak na dłoni”.

Wzięcie za siebie odpowiedzialności zmienia naszą perspektywę. Przestajemy się zastanawiać co jest nie tak z bliskimi nam osobami, a zaczynamy się zastanawiać co sprawia, że przyciągamy osoby danego typu. Co jest w nas takiego, że te osoby chcą z nami wchodzić w bliskie relacje? Jak to się dzieje, że pozwalamy, aby działy się rzeczy, na które obiecywaliśmy sobie, że nie pozwolimy? To są ważne pytania. Być może na niektóre z nich nie znajdziesz odpowiedzi. Poproś wtedy o pomoc. Jest wielu mądrych ludzi: specjalistów, duchownych, ludzi z dużym doświadczeniem, którzy potrafili rozwiązać własne problemy. Możesz więc pytać i szukać i dzięki temu poznawać siebie coraz lepiej.

Im więcej się o sobie dowiesz, tym lepsze zyskasz relacje. Tak to działa. Nie tylko u mnie, ale też u wielu osób, które wzięły za siebie odpowiedzialność i zaczynają naprawianie swoich relacji od siebie.

Na koniec tej części odwołam się jeszcze do poprzednich artykułów. Jeśli przyjmiesz powyżej opisaną perspektywę, to dostrzeżesz wartość Twojej walki o siebie oraz swoje oczekiwania i potrzeby podczas kryzysu, który ostatecznie zakończył Twój związek. Biorąc odpowiedzialność za siebie i swoje zachowania, idziesz w kierunku rozwoju siebie i relacji. Bez względu na to, co zrobi druga osoba wywalasz przed nią swój syf, może wręcz wyrzygujesz swoje potrzeby i jednocześnie obnażasz się przed drugą osobą mówiąc, że potrzebujesz bezpieczeństwa, potrzebujesz czułości, potrzebujesz bliskości. Na tyle, na ile potrafisz. Za pierwszym razem nie zrobisz tego dobrze. Będziesz kilometry od zdrowego wyrażania potrzeb. Będziesz krążyć w lęku przed odrzuceniem, w lęku przed bliskością. Być może wejdziesz nawet w rolę kata: ocenisz, obrazisz, wypomnisz. Uznaj to. Tak widocznie na ten moment miało być. Uznaj siebie i zaakceptuj fakt, że na dzisiaj tak właśnie potrafisz. Zobacz prawdę o sobie.

Lekcja życia

Być może Twój aktualny związek zakończył się, ale jeśli nie wyciągniesz z niego nauki, to do Ciebie „wróci”. W ten czy inny sposób: w kolejnym związku lub w innych relacjach. Jesteśmy na tym świecie po to by się rozwijać. Ludzie, którzy pojawiają nam się na naszej drodze, mają nam coś do przekazania. Często myślimy, że napotkani ludzie mówią nam o sobie, ale to iluzja. Ludzie, których spotykamy pokazują nam prawdę o nas samych. Także im ktoś bardziej Cię wkurza, tym większą na nim skup uwagę.

Jeśli nie wyciągniesz doświadczenia z kończonego związku (lub każdej innej kończonej relacji), to w kolejnym dojdziesz do tego samego momentu. Być może to zabrzmi dla Ciebie bezdusznie i jako szczyt wyrachowania, ale widzę to tak, że nie jest „efektywne” poddawanie się przy pierwszych trudnościach. Szkoda czasu, szkoda życia. Twojego życia. Jeśli obie strony chcą jeszcze czegoś się o sobie dowiedzieć, to moim zdaniem warto ten czas sobie poświęcić, nawet jeśli ostatecznie związek i tak miałby się rozpaść. Ważne jest jednak zweryfikowanie czy „chcę” drugiej osoby, to postawa czy jedynie słowo, które ma zmylić, rozmyć i w efekcie jedynie przedłużyć czas rozstania i cierpienia.

Jasne, że bliska osoba może nie być gotowa, ale taka osoba na ten czas była Ci potrzebna. Ważniejsze jest to, co jest po Twojej stronie. Ważne by to dostrzec. W tym sensie zawsze bliska nam osoba jest odpowiedzią na to, czego najbardziej potrzebujemy. W obliczu trudności wszystko potrafi się zawalić i łatwo jest pogubić się w emocjach. Być może teraz jest już za późno, by to wszystko ratować. Być może bliska osoba nie jest w stanie na to, by przejść z Tobą na wyższy poziom. Ważne jest by zadać sobie pytanie: „Do czego była mi potrzebna ta osoba? Co o mnie mówi?”

Dla przykładu: jeśli trafiasz na osobę nadopiekuńczą, to co to mówi o Tobie? Potrzebujesz tej opieki czy może ta osoba daje Ci szansę na zyskanie niezależności w miarę bezpiecznych warunkach? A co jeśli trafiasz na osobę okrutną? Czy też masz w sobie okrucieństwo? Czy może kryjesz je za nadmierną życzliwością, by nikt go w Tobie nie odkrył? Co mówi o Tobie osoba, która jest zazdrosna? Czy masz coś do zrobienia ze swoją kobiecością? A kontrola? Czy potrzebujesz związku, w którym czujesz wyraźną przewagę nad drugą osobą i w pełni możesz kontrolować sytuację? Czy boisz się wchłonięcia i dlatego wolisz sama ustalać reguły?

Warto zadawać sobie tego typu pytania, jak również o to, w jaką iluzję rzeczywistości wchodzisz w tym związku. Może jest to ta sama iluzja, w którą pakujesz się w innych relacjach? Że kogoś uratujesz, zbawisz, albo zmienisz? Odpowiedzi na te pytania mogą wskazywać na egocentryzm. Mamy często zbyt wysokie mniemanie o swoich możliwościach, co do wpływania na drugą osobę. Zamiast patrzeć na drugą osobę jako na szansę dla własnego wzrostu, obarczamy ją winą za własne niepowodzenia i bezsilność. Jeśli jest to jedynie etap przeżywania straty, to jest zupełnie ok. Ale jeśli w tym stanie pozostaniesz na zawsze, to obawiam się, że jest olbrzymia szansa, że w kolejnym związku powielisz to, przed czym teraz tak się bronisz.

Popatrz więc na siebie z łagodnością, ale też realizmem. Zrzuć maski, iluzje, porzuć magiczne myślenie i przestań zaprzeczać. Przed sobą nie uciekniesz. To czas, by skonfrontować się z rzeczywistością i przyjąć naukę, którą dało Ci życie. Nie przejmuj się za bardzo, nawet jeśli to co zobaczysz Cię przerazi. Nie zobaczysz więcej, niż tyle na ile masz gotowość.

Słyszałem jakiś czas temu tezę, że cierpienie bierze się z tego, że nie uczymy się na własnych błędach. Gdy jesteśmy „uparci” i bezwiednie powielamy własne błędy, to życie przynosi nam kolejne „szanse” na znalezienie rozwiązań. Gdy ponownie ulegamy iluzjom i nie chcemy dostrzec prawdy o sobie – cierpimy. Im częściej powielamy, odpychając prawdę, tym bardziej cierpimy. I to dobrze, w tym sensie, że życie coraz mocniej do nas wrzeszczy: „ZATRZYMAJ SIĘ! PRZEJRZYJ NA OCZY! ILE JESZCZE CHCESZ CIERPIEĆ ZANIM ZROZUMIESZ?„. Każdy z nas może przyjąć obecną rzeczywistość, co może początkowo wiązać się z poczuciem bezsilności, ale też z szansą na poprawę jakości życia. Może też odsunąć trudności, zaprzeczyć i prosić się tym samym o kolejne próby w przyszłości. Życzę Ci odwagi do dobrych dla Ciebie decyzji.

To co dobre

Wcześniej pisałem o wywalaniu złości i żalu na drugą osobę, by w ten sposób pozyskać „listę spraw” do załatwienia dla siebie – skoro ta osoba tak miała, to co to mówi o mnie i co mam w związku z tym do zrobienia? Teraz zróbmy to samo, ale od pozytywnej strony. Przejrzyj Wasze zdjęcia z dobrych czasów. Zobacz jak na siebie patrzyliście. Co wtedy czułaś? Co w nim sprawiało, że chciałaś poświęcić tyle swojego czasu wyłącznie na spędzanie czasu właśnie z tą konkretną osobą? Poczucie bezpieczeństwa? A może spontaniczność i dziecięca beztroska jaką miał? Dojrzałość? Odpowiedzialność? A może wysoka adrenalina i nieprzewidywalność jaką zapewniał? Intelekt? A może umiejętność wyłączenia myślenia i czerpania maksimum radości upływającej chwili? Czułość z jaką się do Ciebie wtedy zwracał? Akceptacja dla Ciebie, takiej jaka wtedy byłaś?

Dlaczego to ważne? Bo to jest też Twoja lista. To lista tematów, którymi możesz zechcieć się zająć. O ile chcesz się rozwinąć jako człowiek. Zdaję sobie sprawę, że w okresie tuż po rozstaniu może być Ci trudno zobaczyć te dobre strony, ale zatrzymaj się nad tym chociaż na chwilę. Bo za jakiś czas życie może Ci przynieść możliwości zadbania o te potrzeby we własnym zakresie. A gdy je już będziesz znała, to łatwiej Ci będzie owe możliwości dostrzec.

Moim zdaniem jest tak, że im więcej pozytywnych cech drugiej osoby jesteśmy w stanie zobaczyć, a tym samym zrównoważyć listę cech negatywnych, tym lepiej świadczy to o poziomie naszej świadomości. Dlaczego? Bo każdy człowiek ma i wady i zalety. Jeśli widzisz tylko wady, to jest 99% szans, że się mylisz. Jeśli widzisz tylko zalety, to również jest 99% szans, że się mylisz. Zobacz więc i to, i to. Zobacz możliwie dokładnie prawdę o drugiej osobie i o sobie. Na ile potrafisz.

Arytmetyka jabłek

Być może teorii o jabłkach jest więcej, ale ja słyszałem dwie. Pierwsza: dwoje ludzi spotyka się i niczym dwie połówki jabłka wspólnie tworzą jedno, piękne jabłko. Druga: każdy powinien zostać samodzielnie pięknym jabłkiem i wówczas zyska potencjał na stworzenie dojrzałego związku. Do mnie nie trafia żadna z tych teorii. Jeśli chodzi o stanie się pełnym jabłkiem, to uważam, że jest to niemożliwe. Pełnym jabłkiem jest dla mnie Pan Jezus, a ja mogę co najwyżej dążyć w Jego stronę. Mam całe życie, żeby zbliżać się do osiągnięcia poziomu całego jabłka, ale praca nad sobą to na tyle skomplikowane zadanie, że raczej nie sądzę, że ktokolwiek mógł w pełni temu zadaniu sprostać. Chodzi w każdym razie o dążenie do stania się pełnym jabłkiem.

Co do połówek jabłek, to też się nie zgadzam. Gdy spotkałem swoją pierwszą, młodzieńczą miłość, to mam poczucie, że byłem co najwyżej ćwiartką jabłka. Moja tożsamość, jeśli w ogóle istniała, to za specjalnie nie zdradzała swojego istnienia. Z uwagi na fakt, że więź między ludźmi zadzieżga się na poziomie nieświadomym, a do tego nie ma przypadków, przyjmuję, że moja partnerka była również ćwiartką jabłka. Byliśmy więc w sumie połową jabłka. Rzecz jasna nasza relacja nas rozwinęła, ale pamiętam, że w tych czasach zupełnie nie miałem kontaktu ze sobą, gubiłem się w emocjach, byłem bardzo niedojrzały. Mogę strzelać, że gdy się rozstawaliśmy to oboje byliśmy być może 30%-procentowymi częściami jabłek. Razem było 60% jabłka. I wiesz co? Rozstanie bardzo zabolało. Bo jak się ma 60% i może jabłko jest nawet lekko podgniłe, to jednak jak się odkroi połowę z 60%, to tworzy się wielka pustka.

Wiem, że niektóre pary poznały się w liceum, wspólnie się rozwijały i są małżeństwami. Ale jednak zauważ, że takich par nie ma dużo. Jak się ma 30% to nazywając rzeczy po imieniu jest się chodzącym nieszczęściem. A jak wiadomo nieszczęścia chodzą parami, więc można przyciągnąć do siebie wyłącznie drugie nieszczęście. Oczywiście każdy związek ma szansę na rozwój i przetrwanie, ale prawdopodobieństwo sukcesu nie jest duże. W moim przypadku nie wyszło. I chociaż nawet mieliśmy piękne plany na życie, to nasza niedojrzałość przekreśliła przyszłość.

Załóżmy teraz, że spotyka się dwoje ludzi, którzy mają po 45%. Na początku idą do przodu i ocierają się oboje o granice 50%. Ich związek służy obojgu. Mają szansę, prawda? No, ale co jeśli jedno z nich w którymś momencie zwolni, a drugie będzie chciało iść do przodu? I co jeśli dojdzie do kryzysu? Moim zdaniem, jeśli popatrzeć na sprawy z optymizmem, to kryzys przynosi szansę na „dodatkowe procenty”. Bo kryzys to szansa na przejście na wyższy poziom. Nie pamiętam, kto to powiedział, ale zapadło mi w pamięć, że:„Każdy problem niesie w sobie okazję”. Owe dodatkowe procenty zdobywają osoby, które wejdą w swoje lęki i przełamią swoje ograniczenia w kryzysowej sytuacji (pisałem o tym w dwóch ostatnich artykułach). To mogą być dni, tygodnie, miesiące, gdy trwa rozpad związku, ale moim zdaniem osoba, która dąży do oczyszczenia sytuacji, pomimo trudności i nie ulega nadmiernie emocjom, ma w tym przypadku szansę na przejście ponad granicę 50%. Jeśli druga osoba w tym samym czasie wybiera bierność lub co gorsza agresję, to w moim przekonaniu wybiera strefę poniżej 50%.

Możesz powiedzieć, że powyższa sytuacja jest bardzo specyficzna, bo tańczymy na granicy 50%. Pójdźmy zatem dalej i weźmy dwie osoby, które mają po 75%. Razem to już jest 1,5 jabłka! Dla mnie te osoby są po jasnej stronie mocy. Przekroczenie granicy 50% dało im szansę zobaczenia rzeczywistości bardziej pozytywnie niż negatywnie. Nie są już chodzącymi nieszczęściami, lecz osobami optymistycznie patrzącymi na otaczający ich świat. Może nie w pełni, bo wiadomo, że każdy ma słabsze dni, ale tak co do zasady. Te osoby potrafią dostrzec pozytywne aspekty nawet w trudnych sytuacjach. Widzą na świecie więcej dobrego niż złego. Oboje wiedzą już, że czasy gdy byli ćwiartkami jabłek, to były czasy naiwności i wiary w hollywoodzkie komedie romantyczne. Teraz każde z nich lubi siebie i akceptuje, a przez to potrafi przyjąć drugą osobę taką jaką ona jest. Każde z nich potrafi samo o siebie zadbać. Zna swoje mocne i słabe strony. Oboje wiedzą, że nadal brakuje im po 30% do całości, ale wiedzą też, że obok mają osobę, która patrzy na świat w podobny sposób, że mogą na nią liczyć, że są dla siebie najważniejsi. Czują wzajemnie swoją wartość, podziwiają się. Jasne, że się kłócą. Przecież każde ma już własną odrębną tożsamość. Ale wiedzą, że kłótnia, to kłótnia i że nie ma ona wpływu na losy związku. Ważne jest też to, że na tym etapie mają już więcej niż nie mają. A więc mają co drugiej osobie dać. Umieją też przyjmować. Można powiedzieć, że dzięki zasobom, które mają, potrafią dbać zarówno o samych siebie jak i troszczyć się o drugą osobę. Potrafią budować zaufanie i bliskość.

Reasumując, osoby, które patrzą na świat niedojrzale i pesymistycznie, przyciągną do siebie takie same osoby i będzie niezwykle trudno zbudować im wspólnie trwały związek. Im więcej dojrzałości u obojga, tym zwiększają się szanse na zbudowanie zdrowego, dojrzałego związku, który jak każdy inny związek przechodzi swoje kryzysy i trudności, ale przechodzi je w podejściu, że problemy i trudności są wpisane w życie. I mają być może świadomość, że oboje są tylko ludźmi i być może dojdą na przykład do konfliktu na poziomie wartości, którego nie zdołają rozwiązać żadne kompromisy. Ale nawet wówczas, jeśli się rozstaną, to w większej akceptacji dla wyboru swojego i bliskiej osoby.

Dodam, że jeśli oceniasz poziom swój lub bliskiej osoby na poniżej 50%, to nie przejmuj się tym aż tak samymi procentami. Ważne jest to, byś nazwała swój punkt wyjścia i wytyczyła kierunek, w którym chcesz iść. W ludzką naturę jest wpisana potrzeba rozwoju i niezależnie od tego w jakim jesteś miejscu, możesz iść w górę lub w dół. Jeśli chodzi o mnie, to nie potrafię Ci powiedzieć na ile procent się oceniam. Wiem, że nie mam 30%. Na pewno nie mam też 100% 😉 Wydaje mi się, że jestem obecnie po tej jaśniejszej stronie: pomiędzy 50% a 100%. Jest mi tu dobrze i na dzisiaj nie chcę wracać poniżej 50%. Nie wiem do ilu procent dojdę i nie jest to dla mnie istotne. Ważne jest dla mnie żeby iść w górę, wierząc, że moje relacje również będą rosły wraz z moim rozwojem.

Wybaczenie

Wracając do głównego wątku, żeby pójść dalej i przestać rozpamiętywać przeszłość trzeba jeszcze zrobić dwie rzeczy:

  • wybaczyć drugiej osobie
  • wybaczyć sobie

Dla wielu osób wybaczanie jest trudnym procesem. Jeśli jest tak również w Twoim przypadku, to zwróć uwagę jak wielką wartością są dotychczasowe kroki:

  • uznanie nieodwracalności
  • pozwolenie sobie na emocje
  • wyciągnięcie doświadczenia
  • wyjście z roli ofiary i wzięcie za siebie odpowiedzialności

To są konkretne narzędzia, które przybliżają Cię do tego, by wybaczyć. Mi osobiście dość łatwo jest wybaczyć drugiej osobie. Dość dobrze potrafię się wczuć w jej sytuację, zobaczyć jej przeszłość i ilość krzywd, których doznała i które sprawiły, że zachowuje się tak, jak się zachowuje. Gdy wiem o drugim człowieku wystarczająco dużo, to łatwiej mi go zrozumieć: jego wybory, ale też zachowania. Kiedyś ktoś powiedział, że jeśli przeżyłbym dokładnie to samo co druga osoba, to postąpiłbym dokładnie tak jak ona. Te słowa mi towarzyszą i ułatwiają wybaczanie innym. Do tego potrafię dostrzec dobre rzeczy, która dała mi relacja i w ten sposób zrównoważyć ewentualne przykrości, które mnie spotkały.

Dodam, że wybaczanie jest dla mnie procesem, a nie jednorazową decyzją. Decyduję się jedynie dążyć do wybaczenia, bo nie chcę by została we mnie uraza, która mogłaby karmić mój cień. Wybaczam głównie dla siebie. Oczywiście po drodze jest złość, żal, pretensje, złośliwość. Ale jak to wywalę, to potem przychodzi jakoś więcej spokoju i zrozumienia. Aż się wysyci. Widzę też, że ja sam ideałem nie jestem i zgodnie z zasadą, o której pisałem powyżej, mam 50% odpowiedzialności za to co się zdarzyło.

Dużo trudniej jest mi wybaczyć sobie. Czasem dziwię się sobie, że niby wiedziałem, niby widziałem, niby słyszałem, a jednak stworzyłem sobie jakąś iluzję, wpadłem w magiczne myślenie i popełniłem błędy. Mam do siebie pretensje za moją naiwność, moje lęki, moje ograniczenia, moje słabości. No, ale potem, jak już sobie wygarnę, to przychodzi mi łagodność. Mówię sobie coś w stylu: „Rafał, zrobiłeś najlepiej jak na daną chwilę potrafiłeś. Jesteś człowiekiem i masz swoje ograniczenia. Jest ok. Nie ma przypadków i widocznie tak na dzisiaj ma być.” Także wybaczanie sobie to też proces. I też ma swoją dynamikę. Jest to jednak możliwe. Mi się udaje.

SMUTEK

Przez wiele lat nie potrafiłem przeżywać smutku. Byłem zły, albo żaliłem się, ale smutek? Nie.

Gdy zrobisz to co powyżej, masz szansę natrafić na smutek. Nie będzie w Tobie agresji, złości ani żalu, ale stan spokojnego odczuwania utraty czegoś, co było dla Ciebie ważne i wartościowe. Niech ten stan sobie trwa. Przeżywaj Twój smutek. Nie sil się na sztuczne uśmiechy, masz prawo do smutku. Czasem możesz się na chwilę odciąć, gdy ten stan zbytnio Cię wyczerpuje (mam tylko nadzieję, że wybierzesz zdrowy sposób). Radosne chwile obniżają napięcie, którego masz w sobie dużo. Pobiegaj, idź na spacer, obejrzyj sobie jakiś film, weź kąpiel, albo poczytaj książkę. A potem wróć do przeżywania smutku i bądź w nim ze sobą. Mówią, że na końcu przychodzi szczery płacz, który oznacza zakończenie tego etapu. U mnie różnie bywało. Ważne by nie odcinać się od smutku i w nim trwać, aż sam postanowi, że odchodzi. Zachęcam Cię do własnych prób.

Fazy przeżywania straty

Na koniec wspomnę o fazach przeżywania straty, które zostały opisane przez psychologów. Są to:

  • Zaprzeczenie – nie wierzysz, że to co się dzieje to prawda. Odrzucasz od siebie myśli o tym, że to już koniec.
  • Gniew – wściekasz się na bliską osobę i na siebie. Wywalasz z siebie dużo złości.
  • Targowanie się – próbujesz odwrócić to co się wydarzyło. Negocjujesz ze sobą i z bliską osobą. Zrobisz na tym etapie wszystko, by nie doznać straty.
  • Depresja – przestajesz wierzyć w miłość, w związki, w ludzi. Nie słuchasz pocieszeń ze strony otaczających Cię ludzi. Zapadasz się.
  • Akceptacja – godzisz się z tym co masz na dzisiaj. Uznajesz nieodwracalność, uznajesz, że ma być, jak jest.

Pamiętaj, że kolejność nie jest istotna. Fazy mogą się przeplatać, pojawiać się i znikać, by za chwilę ponownie wrócić. Po prostu uznaj, że tak ma być i nic nie hamuj. Czekaj na smutek i płacz, który go zakończy.

Zauważ, że te etapy przeplatają się z podejściem, które przedstawiam powyżej. Zamykając rozdział, przeżywamy emocje (zaprzeczenie i gniew). Gdy do serca dodajemy rozum, zaczynamy się targować. W nas samych dochodzi do walki pomiędzy rozumem i sercem. A gdy jeszcze dodamy do tego tą samą walkę drugiej osoby, to mniej dziwi fakt, że niektóre pary ciągle się rozstają i do siebie wracają. Depresja to dla mnie moment, w którym rozum i serce zgodnie uznają, że związek nie żyje, a dalsza reanimacja nie ma już sensu. Godzimy się i uznajemy, że wszystko się skończyło i zaczynamy przeżywać smutek. Spadamy. A potem stopniowo uznajemy swój los i podnosimy się z kolan.

Na koniec chcę się z Tobą podzielić utworem, który mocno na mnie działa w chwilach gdy rozum i emocje walczą ze sobą. Być może Tobie też się przyda do lepszego rozeznania swojej sytuacji. Mi wiara pomaga w trudnych chwilach. Mogę bowiem skupić się wyłącznie na swojej robocie, a przyszłość powierzyć Panu Bogu. Nie zawsze jest to proste. Czasem trudno mi puścić kontrolę, ale gdy mi się udaje, to zyskuję więcej spokoju.

Zawartość nie jest dostępna
Jeżeli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, kliknij w przycisk "Akceptuję"

 

ROZWIJAJ SIĘ ZE MNĄ I OSOBAMI PODOBNYMI DO CIEBIE
kliknij by poznać szczegóły

 

 

Podobał Ci się artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 🙂

3 thoughts to “Czy rozstanie to na pewno koniec związku?”

  1. „UZNAJĘ NIEODWRACALNOŚĆ TEGO CO SIĘ DOTYCHCZAS STAŁO, POZWALAM sobie na cały wachlarz EMOCJI temu towarzyszących”.To hasła na teraz. Tu i teraz. Uratował mnie ten artykuł. A było mi bardzo ciężko. Praktycznie każde zdanie jakby o mnie i mojej aktualnej sytuacji. Mogłam dzięki niemu potwierdzić to co było do potwierdzenia, odkryć to co do odkrycia, przyzwolić sobie na to co jest do przyzwolenia… Chętnie przeczytam inne,bo naprawdę warto. Są autentyczne i szczere. Takie ludzkie. Profesjonalnie, rzeczowo przekazane istotne aspekty tematu. Do każdego dotrą,a o to tu chodzi, o przekaz, energię z jaką wychodzisz do ludzi. Dziękuję. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *