Nuda i cuda

Dzisiaj kilka słów o rozwoju, również w relacjach. Jest nieco krócej niż zazwyczaj, co uznaję za mój rozwój 😉

Czasem myślę, że mamy przerąbane z tą naszą wolną wolą. Taki żółw, załóżmy, wykluwa się z jajka i od razu wie, co ma robić. My często widzimy innych ludzi tak, jak owe żółwie: „oni” wiedzą, co robić ze swoim życiem, mają talenty i rozwijają je. Ich życie ma cel i sens, a nasze to szara masa. Niby próbujemy coś z tym zrobić, ale wszędzie znajdujemy przeszkody. Nawet Pismo Święte możemy uznać za „utrudniające”. Tamci ludzie od talentów to od razu coś dostali: jeden 5, drugi 3, a trzeci chociaż 1 talent. Ten ostatni może się nie popisał, ale tamci dwaj, jak dostali, to je pomnożyli. A ja? Ja biedny – żadnych talentów do ręki nie dostałem. Nikt nie przyszedł i nie powiedział: „Rafał, tu masz swoje 3 talenty”.

Jak dla mnie, przeciwieństwem rozwoju jest przyzwyczajenie. Przyzwyczajamy się do swojej ciemnej, wilgotnej piwnicy i do jedzenia robaków. I stopniowo obniżamy oczekiwania: częściej byśmy jedli różowe robaki, ale jak na złość więcej jest tych brązowych. Co więcej, nawet, gdy trafi się różowy, to nie potrafimy się nim cieszyć, tylko narzekamy, że to na pewno ostatni, a brązowe też kiedyś się skończą. Niby nikt nam nie każe ich jeść, ale przecież „nie mamy wyjścia”.

Czasem przypomina nam się, że mamy wolną wolę. Jak ją mamy, to niby możemy podjąć decyzję, żeby coś w swoim życiu zmienić. No i wtedy zaczynają się rozterki dotyczące „JAK”, czyli pytania w stylu: JAK mam zmienić piwnicę na apartament z jacuzzi, a robaki na crème brulee? JAK mam stworzyć udany związek, skoro trafiam na poranione kobiety? JAK mam znaleźć pracę marzeń, skoro nie mam doświadczenia, którego pracodawcy wymagają?

Zaczynamy od „JAK”, od porównań z innymi, od szukania wymówek, zamiast skupić się na „CO”. Zaczynamy od „skutków ubocznych” sukcesu, zamiast od jego istoty. Biegniemy za tym, co się opłaca, a nie za tym co warto… A na koniec ponownie lądujemy w piwnicy z naszymi robakami – w poczuciu, że taki nasz los. Poddajemy się, przyzwyczajamy, przestajemy używać wolnej woli. Ba, czasami jeszcze sobie ten stan polukrujemy, wyjaśniając innym z przekonaniem, że widocznie cierpienie jest nam pisane. Nie zauważamy jednak tego, że wybieramy cierpienie i że wybieramy życie w piwnicy. Tak trudno nam uznać nieodwracalność przeszłych zdarzeń, wziąć odpowiedzialność i świadomie zdecydować, czego chcemy. Tak często wybieramy unikanie odpowiedzialności, bo boimy się, że konfrontacja ze sobą samym byłaby nie do zniesienia. Wolimy więc uciekać przed sobą albo marzymy, by przeskoczyć do punktu B, bez zyskania świadomości, czym jest nasz punkt A.

Czy można rozwinąć się bez określenia i przyjęcia tego, co mamy w sobie na dzisiaj? I jak określimy, czy zbliżamy się do punktu B, skoro nie oznaczamy własnego punktu A? Gdy wejdziemy na drogę rozwoju, to znajdziemy się w miejscu, które jest obce. Nasza przytulna piwnica zacznie się od nas oddalać, ale dobre jest to, że można do niej wracać. A potem wychodzić jeszcze raz. Upadać i podnosić się. Decyzja o rozwoju nie jest jednorazowa. Trzeba ją podejmować w sposób ciągły. I do tego mamy niezliczoną ilość prób. Decyzja o rozwoju to dla mnie postawa: nawet gdy po raz setny wrócimy na chwilę do piwnicy, to nie znaczy, że na zawsze. Jeśli trwamy w postawie rozwoju, to powrót do piwnicy może być rozwojowy. Jeśli tam dzisiaj jesteś, to oznacz ją jako swój punkt A i wyjdź znowu, a potem znowu.

Skupmy się bardziej na „CO”. Czym jest „CO”?  „CO” jest: Tobą, jest punktem A, jest dzisiejszym dniem. To dla mnie oznacza, że każdego dnia mogę zdecydować, czy się rozwinę czy będę siedział w piwnicy. Jeśli się zdecyduję na rozwój, to patrzę na to, co dzisiaj mi się pojawia do zrobienia, co mi dzisiaj chodzi po głowie: poczucie odrzucenia, lęk przed zmianą, brak odwagi do konfrontacji? Wystarczy wsłuchać się w siebie. Jeśli nauczysz się być blisko siebie, to będziesz wiedzieć, co jest na dzisiaj do zrobienia. Usłyszysz to od drugiego człowieka, pokaże Ci to film który oglądasz, albo podpowie Ci to podświadomość podczas snu.

Ale jeśli nie masz kontaktu ze sobą? Trzeba ten kontakt nawiązać. Brak kontaktu będzie punktem A. Inaczej rzecz ujmując, nasz rozwój hamuje fakt, że nie znamy siebie. Nasza tożsamość jest podziurawiona jak stara koszula. Często nie wiemy nawet, czy bardziej smakuje nam jajecznica, czy jajka sadzone. A przecież byśmy chcieli od razu wskoczyć z punktu A do punktu B. Wówczas moglibyśmy w pełni kontrolować sytuację i byłoby super fajnie. Ale droga bohatera zaczyna się w punkcie A.

Wracając do ludzi od talentów, oni od razu wiedzieli, ile talentów dostali. I nawet żółw od razu wie, że ma się czołgać do wody i wie, w którą to stronę! A my? My najczęściej nie wiemy, ile talentów dostaliśmy i w którą stronę iść. Nasi rodzice nam nie powiedzieli. Zresztą, oni sami nie usłyszeli. Możesz nad tym rozpaczać albo zdecydować, że chcesz odkryć swoje talenty. Jeśli się zdecydujesz, to wiedz, że nie ma nic za darmo. Rozwój kosztuje, a wiedza boli. W pierwszej chwili stracisz swoją „wyjątkowość”. Dlaczego? Bo siedząc w piwnicy, nie mamy kontaktu z rzeczywistością. W pełni kontrolujemy świat, który krąży dokładnie dookoła nas. A właściwie to nie krąży, lecz pełza, bo nasz świat to głównie robaki.

W momencie wyjścia z piwnicy odkrywamy, że jesteśmy… przeciętni. Okazuje się, że co prawda nie mam za grosz elastyczności, ale Bartek również nie ma. Mam trudność w mówieniu przed grupą, ale wiele innych osób też ma. Koniec bycia wyjątkowym, choćby w byciu najgorszym, to dla wielu z nas prawdziwy dramat!

Na szczęście człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego i z czasem oswajamy się z faktem, że nasze cechy są przeciętne. Zauważamy, że pewne działania przychodzą nam łatwiej niż innym, a inne trudniej. Widzimy wyraźniej i siebie, i innych. Z czasem łatwiej nam znieść to, że ktoś ma inaczej niż my.

Okazuje się, że poznawanie siebie jest całkiem ciekawe. Poznawanie siebie sprawia, że nasze poczucie wartości rośnie. Uświadamiamy sobie, że im więcej zwyczajnych cech w sobie odkryliśmy, tym lepiej się ze sobą czujemy, tym lepiej czujemy się z innymi, a inni z nami. Z wolnych elektronów, przeobrażamy się w wyraźne jednostki, które potrafią łączyć się z innymi w pary i grupy. Ale nie jak dotychczas: na wyobcowaniu i nieufności, ale jakoś tak inaczej: bardziej autentycznie, z większym zrozumieniem i otwarciem. Z czasem przychodzi nam refleksja, że nasz zestaw mocnych i słabych cech tworzy coś niepowtarzalnego. Niby na poziomie elementarnym, nasze cechy są zwyczajne, ale sposób, w jaki się te cechy ze sobą łączą, jest unikalny. To sprawia, że coraz bardziej czujemy, że mamy miejsce na tym świecie, że jesteśmy tu potrzebni, że do świata pasujemy…

Alfred Adler twierdzi, że wszystkie nasze problemy wynikają z problemów w relacjach.  Całkowicie się z nim zgadzam. W związku z tym rozwój widzę jako poznawanie siebie w relacjach z innymi ludźmi. To ludzie przynoszą nam każdego dnia informacje o nas samych. Wystarczy, że się rozejrzysz, a dostrzeżesz, jakich ludzi na dzisiaj przyciągasz: spokojnych czy żywiołowych, łagodnych czy przemocowych, wspierających czy toksycznych? Każda relacja mówi coś o Tobie. W każdej pokaże się jakaś część Ciebie, która domaga się Twojej uwagi. Jak się dobrze przyjrzysz, to zobaczysz to, co masz na teraz zobaczyć. Nie przejmuj się jednak, że zobaczysz za dużo. Świat jest poukładany tak, że zobaczysz tylko to, na co masz na dzisiaj gotowość. Jak ten etap przejdziesz, to pojawi się gotowość na kolejną sprawę. I tak przez całe życie. Oczywiście w każdej chwili mamy też wybór, by wrócić do piwnicy. Wybór należy do każdego z nas.

Na czym polega zatem rozwój? W zasadzie to na kilku elementach, które mogą powodować pewien opór: na wzięciu odpowiedzialności za siebie (a nie na próbach brania odpowiedzialności za innych), na ustaleniu swojego punktu A (a nie punktu A drugiego człowieka), na podjęciu decyzji o rozwoju, na zyskaniu gotowości do zobaczenia tego, co mam zobaczyć dzisiaj.

Moje doświadczenie podpowiada mi, że ilekroć zyskuję gotowość, to pojawiają się możliwości. Mawiają, że gdy uczeń jest gotowy, mistrz się pojawia. Dla osób, które potrzebują mieć pełnię kontroli, to podejście powoduje na początku zwarcie mózgu. W każdym razie mój mózg tego doświadczał… i nadal doświadcza. Moim zdaniem kontroli nie da się puścić raz na zawsze, ale można ją puszczać kontekstowo: w konkretnej sytuacji. Ja sobie radzę tak, że ustalam, że robię to i to, a rezultat powierzam Panu Bogu. I dobrze na tym wychodzę.

Załóżmy więc, że wykonujesz szereg małych i większych kroków (co samo w sobie jest wielkim rozwojem), które doprowadzają Cię do miejsca, w którym bierzesz na siebie odpowiedzialność, masz gotowość, by skonfrontować się z nieodkrytymi częściami siebie, podejmujesz decyzję o rozwoju i masz w sobie gotowość na dzisiaj, by podjąć dalsze kroki. I co dalej? To moim zdaniem miejsce na wybranie Twojego „JAK”.

Jest wiele różnych dróg, nie ma jednej uniwersalnej. Każdy z nas znajduje i idzie swoją własną. Do tego warto iść uważnie i nie spieszyć się (o spieszeniu się piszę głównie do samego siebie). Mogę podpowiedzieć, że w drogę warto zabrać swoje mocne strony. Dlaczego? Bo gdy rozwiniemy nasze mocne strony, to staną się one naszymi narzędziami do rozprawiania się ze wszystkimi trudnościami, które spotkamy podczas wędrówki. Co więcej, samo poznawanie mocnych cech odbywa się podczas drogi.

Jeśli chodzi o sposoby na szukanie mocnych stron, to mam kilka propozycji: poznanie opinii znajomych na Twój temat, test mocnych stron Gallup StrengthsFinder, darmowy test osobowości: https://www.16personalities.com/pl

Z mocnymi stronami jest tak, że często ich nie zauważamy. Nasze mocne strony są dla nas tak naturalne, że myślimy, że każdy ma tak samo. Okazuje się jednak, że tak nie jest, a połączenie wszystkich cech stanowi o naszej wyjątkowości. To dlatego, moim zdaniem, nie ma sensu porównywać się z innymi. Jak najbardziej warto patrzeć na innych, by nauczyć się jak oni rozwijają swoje cechy, szczególnie gdy mamy podobne talenty. Jeśli ludziom podobnym do nas coś wychodzi, to nie warto wymyślać koła od nowa, tylko warto się od nich uczyć. Jednak gdy już się naoglądamy, to lepiej porównywać się do samego siebie. Warto to robić, żeby sprawdzić, czy w naszym rozwoju robimy postępy, stoimy w miejscu, czy cofamy się.

Zachęcam do wypróbowania powyższych lub znalezienia własnych metod na poznanie siebie i własnych talentów. Pamiętaj, by drogą rozwoju iść powoli i uważnie, by usłyszeć co mają Ci do powiedzenia napotkani ludzie. Jeśli czasem zatęsknisz za piwnicą, to jest zupełnie ok, by ją odwiedzić. Prawda jest taka, że piwnicę znamy jak żadne inne miejsce na świecie. Nie walczmy z tym i nie przekreślajmy naszej historii. To w piwnicy wcinaliśmy nasze pierwsze robaki i nic tego nie zmieni. Ważne jest, by zauważyć, że życie to cierpienie, ale też radość, nuda i cuda. Możemy wieść szare życie, ale możemy wybrać barwne. MOŻEMY WYBRAĆ DROGĘ ROZWOJU. Swoją piwnicę uznaję za mój punkt A. Gdy z niej wychodzę, to często widzę, że świat jest piękny, ciekawy i zaskakujący. Przyznaję, że czasem mam gorsze dni, odpali mi coś – i wracam do piwnicy. Ale jednak im częściej wychodzę, tym moje powroty są krótsze.

A Ty? Masz dzisiaj gotowość by wyjść z piwnicy?

ROZWIJAJ SIĘ ZE MNĄ I OSOBAMI PODOBNYMI DO CIEBIE
kliknij by poznać szczegóły

 

 
Photo on Foter.com

Podobał Ci się artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 🙂

2 thoughts to “Nuda i cuda”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *