W tym wpisie zapraszam Cię do posłuchania odcinka podcastu Z pasją o mocnych stronach, prowadzonego przez Dominika Juszczyka, w którym rozmawiamy na temat mojej drogi stawania się psychoterapeutą.
Dzisiaj, jako psychoterapeuta Gestalt pracuję ze studentami szkół psychoterapii w ramach psychoterapii szkoleniowej. Ale nie zawsze tak było. Najpierw sam przeszedłem swoją drogę zawodowej, na której byłem klientem psychoterapii jak również psychoterapii szkoleniowej.
Zapraszam Cię do wysłuchania/obejrzenia rozmowy o mojej drodze zawodowej i tym jak stałem się psychoterapeutą Gestalt. Rozmawiamy o tym z Dominikiem Juszczykiem, od którego miałem przyjemność otrzymać zaproszenie do jego podcastu.
Linki do miejsc, w których można nas posłuchać:
Kim jest Rafał Stolarek?
Dominik: Zwykle zostawiam gościom przyjemność przedstawienia się. Kim jesteś, Rafał?
Rafał: Na dzisiaj powiem, że jestem psychoterapeutą. Pracuję indywidualnie, z parami i z grupami – w Piasecznie pod Warszawą i online.
Dominik: To, co było moją motywacją do zaproszenia Ciebie, to Twoja droga przejścia od jednego zawodu do zawodu psychoterapeuty. Wiele osób w moim otoczeniu myśli „ja też bym chciał, ale się boję” albo „jestem już za stary” – i mówią tak zarówno osoby 30-letnie, jak i 55-letnie. To narysujmy ten obraz – co robiłeś zanim zostałeś psychoterapeutą?
Pierwsza kariera – od kaset magnetofonowych do project managementu
Rafał: Na starcie mojej kariery totalnie nie wiedziałem, co robić. Nie było doradców zawodowych, nie było takiego wsparcia jak dziś. Moja pierwsza praca to była sprzedaż płyt i kaset magnetofonowych. Po prostu chciałem zacząć pracować. Potem trafiłem do firmy ubezpieczeniowej i tam dowiedziałem się, że istnieją projekty informatyczne. Mogłem uczestniczyć jako tester w jednym projekcie i mnie to zafascynowało. Stopniowo, jak ten osiołek w szeregu „to ja, to ja, to ja”, wygrywałem sobie drogę – najpierw jako analityk biznesowy, potem naturalnie kierowałem się w stronę project managementu.
Dominik: Czy ta droga była związana z wyborem studiów, czy raczej z okazjami zawodowymi?
Rafał: Moje wybory na początku opierały się na wyobrażeniach i powinnościach – że trzeba mieć dobrą pracę. Poszedłem na SGH na studia zaoczne. Jeden z wykładowców powiedział na otwarciu, że zaoczne studia to dobra droga, bo można jednocześnie zdobywać doświadczenie. Jakoś mi to zadźwięczało i zostałem. A jednocześnie szukałem pracy. Raczej kierowałem się intuicją i potrzebą bezpieczeństwa.
Kiedy pojawiła się myśl o zmianie?
Dominik: Napisałeś, że kierunek do psychoterapii obrałeś jakieś 8–9 lat temu. Ile miałeś lat, kiedy pomyślałeś o zmianie?
Rafał: Trudno mi wskazać konkretny moment, bo to nie było nagłe przebudzenie. Raczej odwrotnie – najpierw posypało mi się w życiu prywatnym. Doświadczyłem kryzysu. Zawodowo szło mi całkiem dobrze, ale prywatnie się pokomplikowało. Miałem wtedy takie myślenie o psychoterapii, że to jest coś dla ludzi z poważnymi problemami – trochę stereotypowe podejście.
Mój pierwszy kontakt z terapią był taki, że kolega polecił mi psychoterapeutkę, która jemu pomogła. Poszedłem do niej, potem na terapię grupową – rok, dwa lata. I dopiero po kilku latach pojawiła się myśl: „a w sumie to nawet ciekawe jest”. Podzieliłem się tym z koleżanką, a ona powiedziała: „ja to bym cię w tym widziała”. To były takie pierwsze sygnały.
Rafał: Międzyczasie w dotychczasowej karierze awansowałem – stanowisko menedżerskie, samochód służbowy, całkiem dobra pensja. Stabilność i bezpieczeństwo, którego właściwie chciałem. Ale zrobiła się z tego taka złota klatka. I zaczęło dźwięczeć pytanie: czy ja chcę to robić do emerytury?
Dominik: Ile miałeś lat, kiedy te pytania się pojawiły?
Rafał: Jakieś 37–38. Więc właśnie – „późno”. Doszedłem tutaj, tu już nie ma sensu zmieniać ścieżki. To się nie spina.
Dominik o swoim doświadczeniu zmiany
Dominik: Ja nie miałem aż takiego zwrotu w karierze, ale też koło tego wieku przeszedłem z etatu. Firma IT, pozycja menedżerska, fajna firma, możliwość latania do Norwegii. Moim jasnym sygnałem było to, że zacząłem się nudzić – nie widziałem, czego mogłem się nowego nauczyć. Czy u Ciebie było podobnie? Czy po drugiej stronie, w tamtej pracy, było coś, co Cię od niej odpychało?
Rafał: Był taki rodzaj stagnacji. Zauważyłem, że się nie rozwijam. Warunki spoko, ale czuję statyczność. Na początku myślałem: zmienię firmę, pójdę bardziej w project management. A psychoterapię potraktuję jako rozwój umiejętności miękkich. Każdy na szkoleniach mówi, że miękkie umiejętności się przydają w zarządzaniu projektami. Więc to sobie potestuję.
Praktycznie zmieniłem pracę, rozwinąłem się jako project manager, doszły role w projektach zwinnych, w produktach. I wszystko, czego uczyłem się w szkole terapeutycznej, sprawiało, że mi było lżej w pracy. Tam, gdzie w przeszłości utykałem, projekty stawały się lżejsze, ludzie bardziej zadowoleni. Mój zakres możliwości w trudnych momentach w projektach się powiększał.
Droga edukacyjna – od INTRA do szkoły Gestalt
Rafał: Poszedłem do rocznej szkoły humanistycznej INTRA w Warszawie. A propos tego, że „jestem za stary” – gdybym najpierw szedł na psychologię, potem cztery lata psychoterapii, ląduję w okolicach emerytury.
Dominik: Postrzeganej emerytury, bo ta realna jest trochę dalej.
Rafał: W przeżyciu to jest już czas, a przeskok astronomiczny. Ale porozmawiałem z koleżanką, która dała namiar do kogoś, kto mi objaśnił, że są inne drogi, których nie dostrzegałem. Poleciła INTRA – poszedłem tam i to było przeżycie zmieniające życie. Jedna z prowadzących okazała się gestaltystką. Dopóki jej nie poznałem, nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak nurt Gestalt w psychoterapii. Jak ją zobaczyłem i poczułem, że „o, to fajne jest, ja tak chcę jak ona” – z tej szkoły poszedłem do czteroletniej szkoły Gestalt.
Nie miałem planu na 10 lat do przodu. Raczej znajdowałem kolejną ścieżkę, jak byłem na bieżącej.
Dominik: Jak gra RPG. Jeden z tapeniach kroków i otwierały się nowe możliwości. Moja praca z talentami Gallupa zaczęła się nie dlatego, że chciałem być trenerem Gallupa, tylko dlatego, że chciałem być lepszym menedżerem dla swoich ludzi. Okazało się, że to umożliwiło mi zupełnie inną pracę.
Łączenie dwóch światów
Dominik: Szkoły, superwizje, pierwsze sesje – zaczyna brakować czasu. Jak łączyłeś jedno z drugim?
Rafał: Na początku to nie jest taki duży challenge. Uważam, że nie jest odpowiedzialne, żeby od razu otwierać dużo procesów terapeutycznych. To, że miałem ugruntowane życie zawodowe, dawało mi czas na dłuższą pracę z jednym klientem, potem dodawałem drugi, trzeci proces. Miałem czas na asymilację. Szczególnie na początku po każdej sesji cię „wywala” – wracasz do swoich ograniczeń i potrzebujesz dużo czasu.
Szkoły były w weekendy, to było obciążające, ale do ogarnięcia. W pewnym momencie miałem 5–7, może 8 procesów terapeutycznych i jednocześnie pracowałem na kontrakcie w IT. Przeszedłem na działalność, kontrakt umożliwiał pracę na mniej godzin. Więc w IT pracowałem mniej godzin, w gabinecie robiłem dodatkowe. Finansowo to wyglądało wręcz pozytywnie – dwa źródła przychodu. Ale wiedziałem, że nie da się tak w nieskończoność.
Dominik: Właśnie pokazujemy tutaj jedną ważną rzecz. Wiele osób myśli, że przebranżowienie to jest zero-jedynkowy switch – wyłączam jedno, włączam drugie. A my tu oboje mówimy o kilkuletnim procesie przechodzenia.
Rafał: I bez jasnego celu na końcu. To nie jest jak w projekcie, że mam wyobrażony konkretny rezultat. Raczej wchodzę na drogę, która nie wiadomo dokąd prowadzi. I najwyżej zostanę w tej pracy, w której jestem.
Energia do zmiany i kwestia odpowiedzialności
Dominik: Co Ciebie zasilało? Co było łatwe, a co było wyzwaniem?
Rafał: Ja nie miałem poczucia, że mam wybór. Doświadczyłem dużego kryzysu i uważałem, że staję przed koniecznością poważnej zmiany w życiu. Bycie na tej ścieżce dawało mi energię – żeby iść do pracy, żeby tam eksperymentować. Baterie były w życiu pozazawodowym. I co ciekawe – dobre miałem w obu przestrzeniach. Jedno wysycało drugie.
Rafał: Ważne jest też, dlaczego chcę to robić. Nie jest dobrym pomysłem iść w kierunku psychoterapii, żeby ratować własne deficyty. To jest fatalne – dla klientów i dla samego siebie. Dzięki temu, że miałem grunt zawodowy, miałem budżet na siebie. Mogłem sobie dać czas, żeby się upewnić, czy naprawdę tego chcę. Myślę o tej pierwszej części kariery – wiele moich wyborów opierało się na lęku o przetrwanie i bezpieczeństwo. A tutaj chodziło o to, czego ja naprawdę chcę.
Co z poprzedniej pracy zostaje w gabinecie terapeutycznym?
Dominik: Na ile w Twojej roli terapeuty widać Twoją przeszłość zawodową?
Rafał: Ogólnie – mam poczucie, że wiele osób myśli o rozwoju jako o czymś hierarchicznym: jestem taki, potem przestaję być taki, jestem bardziej oświecony, tamto znika. A ja uważam, że rozwój polega na tym, że to jest taki kontener możliwych przejawień. Jestem project managerem i do tego dodaję analityka, do tego terapeutę, do tego prowadzę grupę dla mężczyzn. Mogę się przejawiać na różne sposoby.
Konkretnie – ta umiejętność dochodzenia do sedna sprawy z project managementu, łączenie kropek, synteza. Ludzie się czasami dziwią, że na sesji mówię: „na naszym pierwszym spotkaniu mówił Pan coś podobnego” – a minęły dwa lata. To rodzaj projektowego myślenia. Setting terapeutyczny – 50 minut, raz na tydzień, kalendarz – kwestie organizacyjne, które dla project managera są proste.
Ale to, czego nauczyłem się na ścieżce terapeutycznej, jest równie ważne. Kiedyś byłem bardzo zamkniętym człowiekiem. To, co teraz robię – podcast, publikowanie – mój kolega reagował emotikonem zdziwionej buźki. Mam poczucie, że przeszedłem daleką drogę. Z czasem lęk się zmniejsza, a pojawia się więcej ciekawości.
Dominik: Dla mnie działanie jest antidotum na lęk. Rozbijam lęk działaniem.
Rafał: Ja miałem tendencję do snucia scenariuszy analitycznie, ale z działaniem, szczególnie we własnej sprawie, utykałem. Dlatego tu przyszedłem – mogę sobie wyobrażać, ale i tak nie wiem, jak będzie, dopóki nie spróbuję.
Wsparcie i reakcje otoczenia
Dominik: Jakie miałeś wsparcie? Jak reagowały osoby w Twoim życiu?
Rafał: Sam nie wiedziałem, dokąd mnie to doprowadzi. Trochę mi się to wydawało nawet dziwne. Więc skrupulatnie wybierałem osoby, z którymi się dzieliłem. Najbliższa rodzina i przyjaciele wiedzieli – i tam miałem wsparcie, oni rozumieli, o co mi chodzi. Szerzej się nie dzieliłem.
Puszczanie barierki – moment definiujący
Dominik: Mam wokół siebie osoby, które zrobiły podobny krok. Dla mnie dużym wyzwaniem było puszczenie „złotej klatki” – zarobki w IT były naprawdę wysokie. Jak u Ciebie wyglądał aspekt finansowy?
Rafał: Poduszka finansowa jakoś mnie o to głowa nie bolała. Miałem drobne oszczędności, wiedziałem, że umrzeć z głodu mi nikt nie da. Ale to wyobrażenie wejścia w nieprzewidywalność, puszczenia się barierki – to było bardzo trudne.
Wracały mi dwie myśli. Pierwsza: jak wyobrażasz sobie siebie na emeryturze, to częściej żałujemy rzeczy, których nie zrobiliśmy. Druga: słowa Władysława Bartoszewskiego – są na świecie rzeczy, które się opłacają, i takie, które warto robić. Co się opłaca, nie zawsze warto. A co warto, nie zawsze się opłaca. Dotarło do mnie, że mi się bardzo opłaca zostać w IT. Ale nie warto. Zgnuśniałbym, zmarnowałbym się.
Rafał: Pamiętam rozmowę rekrutacyjną w szkole terapeutycznej. Pytają: „A dlaczego? Przecież pan ma zawód”. Mówię: „Bo właśnie – wiem, że mi się to nie opłaca. Ale czuję, że warto. I chcę spróbować”.
Jak wyglądało finalne przejście?
Dominik: Był taki moment definiujący, kiedy zamknąłeś jedną ścieżkę?
Rafał: To, z czego jestem dumny, to że dałem sobie czas. Nie zamknąłem oczu i nie skoczyłem. Raczej pozwoliłem sobie podoświadczać, poodychać w tym, co jest. W pewnym momencie poczułem, że tracę serce do realizowania projektów IT. I to się wysyciło naturalnie. Powiedziałem szefowej na początku roku, że w połowie roku chcę zamknąć tę ścieżkę. Dałem sobie czas na podomykanie. Pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że to nie było nagle, tylko świadomie.
Dominik: Czy myślisz teraz, że to Twój ostatni zawód?
Wchodzenie w interakcję ze światem – podejście gestaltowskie
Rafał: Jakoś mi się łączą te pytania. Z czego jestem dumny, to też ten proces eksperymentowania. Kiedy byłem zamknięty, np. napisałem artykuł na bloga – to miałem poczucie, że świat się zaraz zatrzyma, jak go opublikuję. Zamykałem oczy i klikałem „opublikuj”. Oczywiście nic się nie stało, nikt nie przeczytał. Ale ten lęk o reakcję świata jest ogromny.
Peter Philippson, brytyjski gestaltysta, którego książka właśnie wyszła po polsku, mówi o tym, że jak mamy jasny, wytyczony cel i dążymy do niego, to jest duże prawdopodobieństwo, że mamy niewiele wspólnego ze światem i z innymi ludźmi. To, co odkrywam w sobie, to wyjście z ciasnego, ale znanego świata na rzecz interakcji i wyłaniania się. Dzięki temu, że jest drugi człowiek, który jest inny, możemy się sami przejawić. Wyłaniamy się w relacji do drugiej osoby i do świata.
Dominik: To jest pętla zwrotna – praca z ludźmi wpływa na Ciebie i Twoje postrzeganie.
Rafał: W Gestalcie mówimy, że współtworzymy się. Jest takie pole, które się organizuje, a my jesteśmy jego funkcją. Wyłaniamy się w zależności od relacji. Im więcej różnych doświadczeń, tym więcej nowych możliwości.
Do kogo trafiają klienci Rafała?
Dominik: Do mnie na początku trafiały osoby z IT, bo myślały, że rozumiem ten świat. Czy u Ciebie jest podobnie?
Rafał: Czasami trafiają osoby z bardzo podobnymi doświadczeniami. Sporo przychodzi ludzi, którzy doświadczają samotności liderskiej – przedsiębiorcy, menedżerowie. Też dużo osób z problemami relacyjnymi. Ale szukając wspólnego mianownika – mam poczucie, że są takie miejsca w nas, w których jesteśmy bardzo samotni, odizolowani od świata. Wiele osób niechętnie bywa z drugim człowiekiem w tych miejscach. A ja nauczyłem się – dzięki własnemu doświadczeniu i pracy z innymi – wystarczająco dobrze być z ludźmi w tych miejscach biedy, cierpienia, bólu.
To coś niewerbalnego i nieuchwytnego. Żadne KPI. Coś tak ludzkiego i prostego jak obecność i autentyczne bycie ze sobą.
Co poradzić komuś, kto chce zmienić zawód, ale nie wie jak?
Dominik: Przychodzi do Ciebie człowiek, który czuje, że to nie to, i chciałby coś zmienić. Co byś poradził na pierwszy krok?
Rafał: Ten moment niewiedzy, niewiedzenia, zagubienia, wątpliwości – to jest dobre miejsce, żeby zacząć. Zachęcałbym, żebyśmy zwolnili i pobyli w tej niewiedzy. Nie jestem fanem pospieszania rzeki. Widzę duże ryzyko, że gdybyśmy pochopnie zgadywali, to możemy coś wymyślić tylko po to, żeby nie zostać w dyskomforcie niewiedzenia.
W Gestalcie mamy paradoksalną teorię zmiany: zmiana polega na tym, żeby stać się bardziej sobą. Jeśli jesteś wątpiącym – zostań w tych wątpliwościach. Zobaczymy, dokąd nas to doprowadzi. Rzeka ciągle płynie. Pewne jest tylko to, że po tym, co jest, przyjdzie coś następnego. Nie trzeba wiedzieć, co to będzie. Najczęściej utykamy, gdy próbujemy przeskoczyć miejsce, w którym jesteśmy.
Dominik: Jak o tym mówiłeś, pomyślałem o jednym dopowiedzeniu – obok tego, co powiedziałeś. Bycie wątpiącym to fajny moment w życiu. Rzadko ktoś się przedstawia „kim jesteś? – jestem wątpiący”. A to może być bardzo wartościowe. I jest łatwiejsze, kiedy mam świadomość swoich zasobów – relacyjnych, finansowych, pracy, która jest ok. To daje przestrzeń na wątpienie bez ognia pod nogami.
Rafał: Dokładnie. To bycie wątpiącym, jak o tym rozmawiamy, moglibyśmy potraktować jako zasób. Jeśli ludzie potrafią się z tym oswoić, to nagle to staje się nawet przewagą. Kiedy wszyscy dookoła panikują, bo muszą wiedzieć i działać, Ty możesz sobie zostać, pobywać w niewiedzy i poczekać, aż będziesz wiedział.
Polecenia na koniec
Dominik: Gdzie można Cię znaleźć i jaką książkę polecasz?
Rafał: Najprostsza droga to naszerelacje.pl. Jeśli chodzi o książki – Jan Roubal wydał w Polsce książkę Nie przeszkadzać nadziei. To czeski gestaltysta. Książka jest dla osób, które mierzą się z depresją. Bardzo polecam – bardziej dla terapeutów, ale niezwykle wartościowa.
Z polskich autorek – Katarzyna Rejniak, (Nie)obecność. To książka o uzależnieniach, ale też o samotności w dzisiejszych czasach, o behawioralnych uzależnieniach. Bardzo polecam. I Peter Philippson, którego już wcześniej wspomniałem – jego książka właśnie wyszła po polsku.
Dominik: Pozwólcie sobie na to bycie wątpiącym. Może ruszyć to, pobywać z tym przez jakiś czas i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Rafał: I jeszcze takie hasło na koniec: jak nie wiecie, co chcecie robić, to możecie zacząć od tego, czego nie chcecie. To też jest ok. Jak zaczniecie eliminować, to w końcu coś zechcecie.


