Czy warto mieć oczekiwania?

Oczekiwania często wiążą się z rozczarowaniem. Tak dla przykładu: ostatnio mój pracodawca zorganizował imprezę w dobrej restauracji. Początkowo nie myślałem dużo o tym wydarzeniu, ale w przeddzień imprezy, zaczęliśmy rozmawiać z kolegą o jedzeniu i restauracjach. Kolega powiedział, że ta, do której idziemy jest trochę taka „ą, ę”. Ucieszyłem się, że będę miał okazję zjeść coś dobrego. Moje oczekiwania urosły. Z góry założyłem, że skoro restauracja jest z górnej półki, to jedzenie też takie będzie. I oczekiwałem wszystkiego najlepszego…

Przyszedł ten dzień, ten wieczór i wreszcie ta kolacja. Przystawka była naprawdę świetna. Moje oczekiwania dostały wstępne potwierdzenie i jeszcze się rozbudziły. Dostałem wyraźny sygnał, że jest dokładnie tak, jak powinno być, tak jak sobie to wszystko wyobrażałem. Okazało się jednak, że jak mówiły pingwiny z Madagaskaru: nie spodziewałem się niespodziewanego. Zupa mnie rozczarowała. Danie główne był przyzwoite, ale szału nie było. A deser? Pomyślałem, że sam bym zrobił lepszy, chociaż mistrzem w kuchni nie jestem. Co więcej, nie tylko ja miałem taki ogląd sytuacji. Koleżanka siedząca obok mnie również skrytykowała zupę i deser. Oboje zgodnie uznaliśmy, że schabowy i pomidorowa z Baru u Justyny byłyby lepszym wyborem. Byłem rozczarowany do tego stopnia, że częściowo zbladły inne, ważniejsze elementy tego wieczoru: atmosfera spotkania, rozmowy ze znajomymi, w których pojawiło się wiele wspomnień, żartów i opinii na wszelakie tematy.

A jak jest z oczekiwaniami w relacjach? Od wielu osób słyszę, że z oczekiwaniami, szczególnie w bliskich relacjach jest trudno, a często wręcz beznadziejnie. Wiele osób ma bardzo duże oczekiwania względem innych i liczy na to, że te oczekiwania będą spełniane. Bardzo często jest wręcz tak, że liczymy na to, że druga osoba, a już szczególnie wówczas, gdy jest to bliska osoba, nie tylko spełni nasze oczekiwania, ale uprzednio je odgadnie, nawet wówczas, gdy my sami nie wiemy czego chcemy. Gdybym powiedział obsłudze restauracji, że oczekuję, że domyśli się co bym dzisiaj najchętniej zjadł i przygotuje odpowiednio przyprawione pode mnie danie, naraziłbym się na śmiech. Dlaczego jednak tak często w pełnej powadze zakładamy, że druga osoba odczyta w magiczny sposób nasze niewerbalne sygnały i spełni nasze niewyartykułowane dotychczas oczekiwania? Podobnie, gdybyśmy chcieli zamówić kebaba w pizzerii, to większość z nas przyjęłaby odmowę z dużą dozą wyrozumiałości. Dlaczego znacznie trudniej jest nam przyjąć odmowę spełnienia naszych oczekiwań ze strony bliskiej osoby? I dlaczego słysząc odmowę, tak często czujemy się nieważni, odrzuceni, niezrozumiani?

Teoretycznie, im bliższa relacja, tym powinno być łatwiej wyrażać nasze oczekiwania. W bliskiej relacji jest przecież zaufanie i przestrzeń do wyrażania siebie, prawda? W praktyce często jest jednak odwrotnie. Wiele osób nie wyraża swoich oczekiwań w bliskich relacjach w obawie przed poczuciem zranienia lub odrzucenia. Może zatem rozwiązaniem jest zrezygnowanie z własnych oczekiwań? Bez oczekiwań nie ma przecież potencjalnego rozczarowania, nie ma poczucia odrzucenia, nie ma poczucia zranienia. Problem w tym, że rezygnując z wyrażania oczekiwań, tracimy również szansę na ich spełnienie. Prawdą jest, że inni ludzie nie przyszli na ten świat, by spełniać nasze oczekiwania. Prawdą jest jednak również to, że istnieją ludzie, którzy chętnie spełnią nasze oczekiwania. Spełnią je nie z przymusu, ale dlatego, że mogą to zrobić i dlatego, że jesteśmy dla nich ważni.

Wyrażanie oczekiwań jest pozytywne, bo jest naturalnym sposobem na mówienie „sprawdzam” dla relacji. Po pierwsze dlatego, że wyraźniej pokazuję się drugiej osobie: określam się, wskazuję na to, co jest dla mnie ważne. Dzięki temu druga osoba ma pełniejszy obraz mnie. Po drugie, dowiaduję się czy moje oczekiwanie zostanie spełnione czy nie. Nie prognozuję w głowie zachowania drugiego człowieka, lecz robię jedynie „własną robotę” i czekam na to co zrobi druga osoba. Ponadto wyrażenie oczekiwania może dać drugiej osobie poczucie bycia ważnym – bo czy można poczuć się ważnym, gdy druga osoba nigdy nic nie potrzebuje?

Jeśli nie potrafimy wyrażać oczekiwań, to może świadczyć o tym, że wchodzimy w rolę ofiary. Ofiara nie potrafi bowiem wyrazić swoich oczekiwań wprost, lecz tworzy sytuację, w której znajdzie się ktoś, kto się domyśli i wykona to, czego życzy sobie ofiara. Konsekwencje takiego podejścia są niestety destrukcyjne dla obu stron. Uczenie się wyrażania oczekiwań, a z drugiej strony uczenie się „nie domyślać”, ma dużo większy potencjał. Jasno wyrażane oczekiwania pozwalają budować w relacjach klarowne przestrzenie, ograniczone widocznymi dla obu stron granicami.

Druga strona medalu związanego z oczekiwaniami, to realizowanie oczekiwań innych. Wiele osób nie potrafi odmawiać i w konsekwencji spełnia oczekiwania innych, często zapominając przy tym o sobie. Wydaje mi się, że w decyzji o spełnieniu oczekiwania drugiej osoby kluczowe są dwie kwestie. Po pierwsze należy pamiętać, że mamy prawo do odmowy. Odmowa oznacza określone konsekwencje, ale jakże często zdarza nam się zapominać o tym, że mamy takie prawo, dość bezwiednie godząc się na różne zobowiązania. Po drugie bardzo ważne jest by rozważyć na ile spełnienie oczekiwania drugiej osoby jest w zgodzie z nami samymi. Przyzwalanie na naruszenie własnych granic, po to by spełniać oczekiwania innych, z reguły nie przynosi dobrych skutków i dla nas i dla innych. Wcześniej wspominałem o tym, że ukrywamy swoje oczekiwania w obawie o zranienie lub odrzucenie. Dokładnie z tych samych obaw, zdarza nam się spełniać oczekiwania innych, nawet gdy nie są w zgodzie z nami samymi. Odmowa bywa więc trudna, podobnie jak wyrażanie oczekiwań. Nauka obu tych zachowań bardzo procentuje, a po nabraniu wprawy jest łatwiej.

Oczekiwania często wiążą się z rozczarowaniem… ale, gdy zostają spełnione, wiążą się również z radością. Wyrażając własne oczekiwania dajemy sobie szansę na zdrowsze, bardziej autentyczne i satysfakcjonujące relacje. Spełniając oczekiwania innych w zgodzie ze sobą, najlepiej oczekiwania wyrażone wobec nas wprost, dajemy wyraz temu jak ważne te osoby są dla nas. Odmawiając spełnienia oczekiwań innych, sprawdzamy na ile jesteśmy zgodni ze swoimi własnymi wartościami i przekonaniami, na ile potrafimy wejść w lęk przed zranieniem lub odrzuceniem. Sprawdzamy na ile inne osoby potrafią nas przyjąć z odmową – jak wygląda w danej relacji balans pomiędzy naszą obecnością, towarzyszeniem, a czynnościami, które podejmujemy na rzecz drugiej osoby. Ważne jest przecież, byśmy nie tylko spełniali oczekiwania, ale również by nasze oczekiwania były spełniane. Jednocześnie ważne jest tak, jak w przykładzie z restauracją, by pojedyncze niespełnione oczekiwania nie przesłaniały nam całego obrazu relacji – by widzieć również te wszystkie spełnione potrzeby. I w odwrotnej sytuacji również: nie warto dawać się stale wykorzystywać, by tylko od czasu do czasu jakieś niewielkie, pojedyncze oczekiwanie zostało spełnione.

ROZWIJAJ SIĘ ZE MNĄ I OSOBAMI PODOBNYMI DO CIEBIE
kliknij by poznać szczegóły

 

 
Photo by sottolestelle on Foter.com / CC BY-SA

Podobał Ci się artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 🙂

6 thoughts to “Czy warto mieć oczekiwania?”

  1. Witaj autorze doskonałego tekstu 🙂
    Lubię czytać twoje teksty bo są takie prawdziwe …

    A ja nauczyłam się już nie oczekiwać, nie budować w sobie tego napięcia bo zanim dochodziło do kulminacji – ja już najczęściej byłam wyczerpana energetycznie 🙁
    Biorę życie takie jakim jest i to daje mi pewną przewagę … Nie oczekuję, nie nakręcam się – nie mam rozczarowań.
    Nie znaczy to, że nie mam pragnień czy marzeń – wręcz przeciwnie 🙂
    Jednak czym innym jest dla mnie sfera pragnień czy marzeń, a czym innym oczekiwania.
    Forest mawiał, że „życie jest jak pudełko czekoladek” i tak staram się je przyjmować, a kiedy mam ochotę na jakąś konkretną czekoladkę, to pracuję nad tym by ją otrzymać. Bez pracy nie ma kołaczy 🙂 🙂

    Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję kolejnego świetnego tekstu, który pobudza me szare komórki do wysiłku i refleksji.

    1. Twoje słowa przypominają mi o pewnym okresie mojego życia, gdy stopniowo rezygnowałem z własnych oczekiwań. Z perspektywy czasu widzę to tak, że wolałem nie mieć oczekiwań niż czuć rozczarowanie czy wręcz frustrację związaną z poczuciem niezrozumienia czy nawet poczuciem odrzucenia. Rezygnacja z oczekiwań była początkowo dla mnie pozytywna, bo odpadło sporo trudnych emocji. Poczułem więcej kontroli i sprawczości. Na dzisiaj mam poczucie, że pomimo pewnych niewątpliwych zalet takiego rozwiązania, jednak mi czegoś wtedy brakowało. Na dzisiaj to jednak dla mnie za mało. Uświadomiłem sobie w którymś momencie, że oczekiwania mówią mi o moich potrzebach i rezygnacja z oczekiwań oznaczałaby tym samym rezygnację z zaspokajania potrzeb. Widzę też dużą wartość w samym wyrażaniu oczekiwań. Na dzisiaj daję sobie większe przyzwolenie na posiadanie oczekiwań i ich wyrażanie. Gdy nie są one spełniane to nadal bywa mi przykro, ale też mogę sobie wtedy lepiej przyjrzeć się potrzebie, która była za oczekiwaniem i być może skierować ją bardziej do siebie niż do innej osoby. Dla mnie oczekiwanie jest czekoladką w tym sensie, że nie wiem czy zostanie przez kogoś spełnione czy nie, ale bez sięgnięcia po nią nie dowiem się tego.

      Gdy czytam Twoją wypowiedź to mam poczucie, że trochę mamy podobnie, a trochę nie. Zrozumiałem Cię tak, że oczekiwania wiążą się dla Ciebie z narastającym napięciem. Czy kulminacja to moment wyrażenia oczekiwań czy raczej wyczekiwania na odpowiedź czy zostaną one spełnione?

      Napisałaś też o tym, że gdy chcesz konkretną czekoladkę to pracujesz nad tym, by ją otrzymać. Tak mi się kojarzy, że Forrest naturalnie sięgał po czekoladkę, a Ty piszesz o pracy by ją otrzymać. Chociaż ogólnie rzecz ujmując, to jestem za pracą, szczególnie nad sobą, ale jednak jeśli to jedyny sposób, to dla mnie dość smutna wizja. Jakaś taka samotna…

      Dziękuję też za wszystkie ciepłe słowa. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  2. Temat oczekiwań to szeroki temat. „Prawdą jest jednak również to, że istnieją ludzie, którzy chętnie spełnią nasze oczekiwania. Spełnią je nie z przymusu, ale dlatego, że mogą to zrobić i dlatego, że jesteśmy dla nich ważni.” Mnie się tu nasuwa myśl, że łatwiej jest spełniać oczekiwania, jeśli jesteśmy do siebie podobni i wyznajemy podobne wartości. Łatwiej też wtedy wyrażać swoje oczekiwania bądź odmawiać oczekiwań innych, bo czujemy się w tej relacji bardziej bezpiecznie. Jeśli ktoś oczekuje od nas czegoś co nie jest w zgodzie z nami, narusza naszą równowagę do tego stopnia, że nie chcemy na to odpowiadać, unikamy odpowiedzi, nie ma możliwości wypracowania kompromisu to warto spojrzeć na tę relację w kontekście całości. Często zdarza się, że strach przed tym co się stanie jeśli nie spełnimy oczekiwań jest tak duży, że łatwiej jest zaakceptować, że robi się coś wbrew sobie w imię wyższego celu. Właśnie.. Czym jest relacja, w której spotykają się dwie totalnie różne od siebie osoby, w której jedna może być sobą a druga nie, jedna może oczekiwać od drugiej spełnienia swojej potrzeby a druga nie może oczekiwać od pierwszej w tym samym momencie wolności własnego wyboru. Czym jest w tym momencie ten wyższy cel? Istnienie tej relacji? Po co ma istnieć relacja, w której nie możemy być sobą, tacy po prostu prawdziwi? Na czym polega przyjaźń, na czym polega związek? Oglądanie tej sytuacji z zewnątrz, tak jakby nas nie dotyczyła, powoduje że łatwiej nam dostrzec ważne elementy. Może dlatego łatwiej nam się radzi innym ludziom. Myślę, że warto założyć coś takiego jak możliwość faktu, iż każdy człowiek jest inny i nie wszyscy do siebie pasują, a nawet jeśli pasowali kilka lat temu, to wszystko z czasem się zmienia. Większość z nas uczyła się języka angielskiego w szkole, ale po 20 latach część z tych ludzi nie miała okazji go używać, stąd poziom językowy tych ludzi jest różny i to jest normalne. Różnice w ludziach są kształtowane na podstawie doświadczeń. Tak jak zainteresowania zmieniają się z czasem albo zanikają całkowicie. Świetny przykład tej restauracji. To tylko zupa, to tylko jedzenie, ale jeśli przyszedłeś tam tylko po to aby zjeść to normalnym jest, że jesteś zły bo zupa Ci nie smakowała, kropka. Przyszedłeś na zupę, która nie była dobra. Masz prawo być zły. Komuś innemu będzie smakować, ale Ty masz inne smaki i Tobie nie smakuje, koniec tematu. Jeśli przyszedłeś tam nie tylko w celu zjedzenia. Czyli całe spotkanie ma na celu spotkać się z ludźmi, spędzić fajnie czas, pogadać na większym luzie z szefem, odstresować się po całym tygodniu, posiedzieć w miłym klimacie restauracyjnym, ubrać się inaczej niż zwykle, spotkać ludzi z którymi zwykle nie masz czasu bliżej się poznać to kiepska kolacja jest tylko 1 z wielu elementów, które mogą wpłynąć na Twój nastrój. Ta kiepska zupa zginie w ilości pozytywnych emocji tego wieczoru. Czasem myślę sobie, że trudniej jest sobie tłumaczyć po zdarzeniu że ono było nie istotne względem całości. Trudniej zauważać te fajne momenty po fakcie. Łatwiej zaś zdawać sobie sprawę z tego wcześniej „po co to coś robimy” i „co fajnego może się wydarzyć jak to zrobimy” Wtedy zauważamy te niefajne punkty całej sytuacji, ale też łatwiej nam nie skupiać uwagi tylko na tym czymś niefajnym.

    1. Bardzo Ci za dziękuję za podzielenie się Twoimi przemyśleniami. Napisałaś m.in., że łatwiej jest wyrażać oczekiwania gdy jesteśmy do siebie podobni i wyznajemy podobne wartości, bo czujemy się bezpieczniej. W pełni się z tym zgadzam – żeby spontanicznie wyrażać oczekiwania potrzebujemy czuć się bezpiecznie. Joanna w komentarzu wcześniej wspomniała o pracy i to też mi się łączy. Tak sobie myślę, że bardzo często nasza droga do bezpiecznych relacji, w których łatwo nam wyrażać oczekiwania, wiedzie poprzez relacje, w których jest nam z tym bardzo trudno i niewygodnie. Na tyle trudno i niewygodnie, że rezygnujemy z wyrażania oczekiwań, albo przyzwalamy na naruszanie siebie. Ta droga to duża praca. Pytania które zadajesz są bardzo ważne i moim zdaniem często się na tej drodze pojawiają. Po co nam relacje, w których nie możemy być prawdziwi? Może po to, żebyśmy tak jak piszesz, obejrzeli siebie z zewnątrz i zobaczyli ważne elementy – na przykład to, że nie jesteśmy prawdziwi. Zadajesz pytanie co jeśli spotkają się dwie totalnie różne od siebie osoby, w której jedna może być sobą, a druga nie? To również świetne pytanie. Zakładając, że jestem osobą, która na daną chwilę nie jest sobą, to może chodzi o to, bym na samym początku ten fakt zauważył?

      Co do zupy to dziękuję za tę perspektywę. Faktycznie jest tak, że gdybym szedł tylko po zupę, to jeśli mi nie smakuje, to jestem niezadowolony i kropka. Tak sobie jednak myślę, że mam też trochę tak, że czasem skupiam się na zupie chociaż to nie jest jedyny powód wyjścia. Nie wiedzieć czemu oczekiwania dotyczące zupy wyłaniają się na pierwszy plan, chociaż racjonalnie jest to mało istotny element. Mi też łatwiej jest gdy rozeznam wszystko „przed kolacją”. Wówczas zupę mogę świadomie umiejscowić na mniej eksponowanym miejscu. No ale nie zawsze rozum idzie u mnie przed emocjami. I wówczas „pooglądanie zupy” po całym zdarzeniu, jest dla mnie zazwyczaj bardzo wartościowe. Zwykle okazuje się bowiem, że pod hasłem zupy kryło się jakieś drugie dno, którego wcześniej nie potrafiłem dostrzec.

      Bardzo w każdym razie popieram to co piszesz, by często zadawać sobie pytanie „po co to robię?”. A ono kojarzy mi się trochę z pytaniem związanym z artykułem: „Jakich rezultatów oczekuję?”.

  3. Bardzo wartościowy, wyczerpujący, otwierający oczy artykuł. Przydał się w 100%. Bardzo na teraz dla mnie. Kolejna dobra *robota* Rafał 😀. Cieszę się ,że mogę korzystać z Tego bloga. Twoje artykuły zawsze powodują dużo refleksji i przemyśleń. Dziękuję,że jestes🙂. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *